Jesteś potrzebny innym. Kliknij na "Dołącz do grona modlących" i poznaj zasady Modlitwy Wstawienniczej. Przemyśl, zapragnij i odpowiedzialnie podejmij posługę modlitewną. Zapraszamy.

__________________________________________

__________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trudne sytuacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trudne sytuacje. Pokaż wszystkie posty

21.01.2015

Kłótnia z Panem Bogiem ?



  Nie bójmy się pokłócić z Panem Bogiem - takie słowa kieruje do słuchających ks. Piotr Pawlukiewicz.
Kiedy przepełnia nas gniew, żal, ból spowodowany różnymi sytuacjami życiowymi, co z nimi robimy?
Czy dusimy je w sobie, czy raczej wyrzucamy z siebie? Co jest lepsze?
  Czy gniew jest dobrym uczuciem?
Jak sobie z tym wszystkim radzić?
Jak się modlić wówczas do Pana Boga?
 Odpowiedzi  na te i inne pytania możemy usłyszeć w krótkiej katechezie ks. Piotra Pawlukiewicz.

   Zachęcamy do wysłuchania
                                                                  Aneta i Sławek



A na koniec gorący cytat dla ciekawych i wytrwałych. Polecamy.

15.12.2014

Wiara góry przenosi … Przyjdź, Dziecię Jezus…



  Pewnego dnia Angelika miła, inteligentna uczennica klasy 4a przyszła do księdza proboszcza z prośbą, by pozwolił jej codziennie przyjmować Komunię Świętą/ wówczas dzieci musiały mieć zgodę księdza proboszcza na częste przyjmowanie Ciała Chrystusa/. Prosiła argumentując, że w te dni kiedy przystępuje do Komunii Świętej czuje się duchowo silniejsza niż zwykle. Skoro ma być przykładem dla innych /do czego zachęcał ją sam ksiądz proboszcz/ to potrzebna jej wielka moc i tę moc czerpie właśnie z przystępowania do sakramentu...

   Ksiądz proboszcz dał Angelice zgodę, ale nie bez obaw…

  Działo się to w jednej z niewielkich węgierskich miejscowości, liczącej niespełna 1500 mieszkańców. Panna Gertruda  „ambitna” nauczycielka/ czasów komunistycznych/  postanowiła wydrzeć z serc dzieci wiarę w Jezusa Chrystusa. Kiedy dowiedziała się o tym co postanowiła Angelika, zaczęła obniżać dziewczynce stopnie, nie szczędząc przy tym złośliwych uwag.  Od postanowienia Angeliki jakby piekło rozgorzało w klasie 4a …

  Zatroskany ksiądz proboszcz, któregoś  dnia zapytał Angelikę: „Czy to nie jest ponad twoje siły?”

  „Ależ nie księże proboszczu! Pan Jezus cierpiał wiele więcej…pluli na Niego… Mnie to jeszcze nie spotkało! – odpowiedziała Angelika…

   Kapłan był zdumiony męstwem dziewczynki, która nigdy się nie skarżyła. Jednak jej koleżanki z płaczem niejednokrotnie opowiadały księdzu proboszczowi co się dzieje na lekcjach....

  Kilka dni przed Bożym Narodzeniem, a konkretnie 17 grudnia , panna Gertruda podjęła z klasą okrutną grę. Celem było skończyć raz na zawsze z „przesądami”… Jak zwykle zaatakowała najpierw Angelikę mówiąc:

10.09.2014

Wskazania egzorcysty dla małżonków - ks. Piotr Glas

   
  Dzisiaj chcielibyśmy polecić rekolekcje ks. egzorcysty Piotra Glasa, który swoje słowo skierował głównie do małżonków.

    Jak usłyszymy, mówi on o rzeczywistości duchowej, o której tak często zapominamy. 
Wierzymy w Boga w Jego bezgraniczną miłość i to jest oczywiste, ale bywa tak, że zapominamy o tej drugiej stronie....  zło, które ma na celu zniszczyć w nas to co piękne, dobre, rozbić to, co zostało przez Boga pobłogosławione ...

    Rozpadające się  małżeństwa, problemy rodzinne... gdzie należy szukać przyczyn całego zła, które nas dotyka? 
    Ksiądz Piotr na bazie swoich doświadczeń posługi egzorcysty, omawia zagrożenia duchowe, z którymi zmagają się małżonkowie .

Pomimo, że nie jest to krótka konferencja, zachęcamy bardzo do wysłuchania. 

   Spotykamy się na co dzień z tyloma problemami, czytamy w naszych intencjach wołania o uratowanie małżeństwa...

    Posłuchajmy i polećmy dalej, aby inni mogli skorzystać i uświadomić sobie jak bardzo narażone są nasze rodziny na atak ze strony zła.

      Aneta i Sławek



cz.2 konferencji
https://youtu.be/laHKo4m2WWc


cz.3 konferencji
https://youtu.be/iAjw4IzY3NI

13.08.2014

Kiedy syn/córka nie chcą chodzić do Kościoła.


  Wiele razy możemy przeczytać, w przesyłanych intencjach, jak wielu rodziców zmaga się z brakiem wiary u swoich dzieci,  z problemem ich nieuczestniczenia w praktykach religijnych, czy nieuczęszczania na Mszę Świętą, głównie, tych już nieco starszych, od nastolatków poczynając.
  Jak sobie z tym radzić? Jak postąpić, aby nasze dzieci wróciły na drogę wiary?
 Czy być radykalnym i wciąż i wciąż ich napominać i straszyć Bogiem?  Czy lepiej przyjąć postawę bardziej subtelną: dawania świadectwa i pokazywania tego co dzięki Bogu mogą zyskać?

  Odpowiedzi na te pytania, spróbujmy znaleźć w krótkim filmiku, który zamieszczamy na końcu wpisu. Dwóch zakonników  O. Leonard Bielecki i O. Franciszek Chodkowski odpowiadają na nurtujące nas problemy.

21.07.2014

W sprawie klauzuli sumienia.



 O szacunek, wsparcie dla życia dla człowieka, dla wierzących, dla lekarzy sumienia również.


  O odwagę w przyznawaniu się i bronieniu swoich wartości przez wierzących.


 …. Gdy się ktoś daje bić, to wcale nie musi oznaczać, że ewangelicznie nadstawia drugi policzek.

  To może z niemocy, zalęknienia, poddania się brutalnej sile. 
Ale może to być też z tchórzostwa, podczas, gdy nadstawienie drugiego policzka to wybór, to świadoma postawa.
 A te razy, jakie odbieramy, mogą być różnego rodzaju....

  Pod poniższym linkiem znajdziemy treść Oświadczenia Zespołu Ekspertów ds., Bioetycznych Konferencji Episkopatu Polski w sprawie klauzuli sumienia lekarza.
 Ja jestem bardzo za! 

  Sławek



  

19.07.2014

Człowieku po co ci ten krzyż? Zakończenie. O Wiarę, Nadzieję i Miłość prosimy Cię Panie.


  …Z pokolenia na pokolenie, rodzą się nieszczęśliwe, niechciane dzieci, które wyrastają na nieszczęśliwych ludzi… i budują zagubiony świat… historia może banalna, cóż tak po prostu jest… na tym łez padole, ale przyjąć takie życie, w wierze, odnajdując jego prawdziwy sens, chcieć je przeżyć pięknie, do końca, bez względu na rozmiar zniszczeń, które się dokonały, przeżyć w Bogu, to jest wielkie szczęście, którego człowiek może doświadczyć  właśnie tu… na tym łez padole.
  

  Wtedy świat, cierpienie, widziane    innymi oczyma, rozumiane  inną logiką, przyjmowane innym sercem. Człowiek pozostając w tym samym środowisku, z tymi samymi ludźmi, chociaż  żyje tym samym życiem, to przecież… nie takim samym. 
 Wtedy  to Wiara, Nadzieja i Miłość uwalniają swoją prawdziwą treść. 

  Dane mu było nie jeden raz zasiąść do stołu w gronie najbliższych. Krzyżem do końca życia pozostało to, że nie zdążył pojednać się z żoną, a jedynie  nauczył się modlić za jej duszę i nie łatwa to była modlitwa. Krzyżem pozostali rodzice, których wspomagał w ich starości, chociaż stracili rozum, miał dla nich wyrozumiałość i nigdy nie okazał pogardy (por. Syr 3, 12-13).  Krzyżem pozostały dzieci, które wiele lat ranione przez niego, wciąż nie umiały wybaczyć… i chociaż ich relacje były z roku na rok coraz lepsze, o pojednaniu w Bogu, który uczy wybaczać, nie chciały nawet słyszeć. Pozostała modlitwa i nadzieja, że może kiedyś... Krzyżem wyjątkowym pozostało rodzeństwo, z którym nie było możliwe nawiązanie bliskich relacji, gdyż rodzice zbudowali między nimi bezdenną przepaść obcości. Jednak każdego dnia był wdzięczny Panu Bogu, że pokornie umie z tym żyć, że jest szczęśliwy z tym co jest, w Tym który JEST. Zaufał Bożemu Miłosierdziu, oddał wszystko co nosił w sobie, bo  uwierzył Temu, który wyprowadził go z grobu życia do Życia, z otchłani grzechów na słoneczny blask Łaski Bożej. Uwierzył, że jest Jego dziełem, stworzonym w Chrystusie Jezusie, po to, aby wypełnić dobre czyny, które Bóg z góry przygotował dla niego… dla każdego człowieka (por. Ef. 1,10) kiedy zawarł z nim  przymierze dając obietnice na wieczne czasy ( por. Rdz 9, 11-17).

18.07.2014

Człowieku po co ci ten krzyż? Część 5. Zrozumieć Krzyż. Pokochać nieprzyjaciół


  Jezu, czy kiedykolwiek chciałem żyć byle jak? Jezu, czy kiedykolwiek chciałem kogokolwiek skrzywdzić? Jezu dlaczego nikt mnie nie rozumie? Jezu a Ty? Czy Ty mnie rozumiesz?
 TAK, czuł że kiedy stara się zrozumieć krzyż, kiedy prosi, by był do niego przybity, w tych chwilach czuł, że Pan Jezus go rozumie. I tylko ON…
  Pragnienie zrozumienia sensu krzyża owocowało jakby w ukryciu. Po jakimś czasie, koszmar życia własnej rodziny, pospolicie czarna historia trwająca od pokoleń, ukazała się w nowym świetle. Wtedy dowiedział się jak bardzo boli prawda o sobie… jednak uczciwie chciał ją poznać. Ostatecznie doświadczył, że prawda  o sobie przyjmowana,  przeżywana w objęciach PRAWDY,  jest bez względu na wszystko, przez tę ostatnią uzdrawiana, bo tylko On, Pan Bóg Wszechmogący  leczy wszystkie rany i choroby, aby obdarować Nowym Życiem.
  Tak bardzo pragnął dotknąć choćby frędzli u płaszcza Jezusa. Chwilami pragnął być jednocześnie tymi wszystkimi chromymi, ślepymi, trędowatymi, opętanymi, którzy spotkali w swoim życiu Jezusa, a Pan objawił swoją moc uzdrawiając ich.
  Bo tylko Pan powiedział: Ja Jestem Drogą, Prawdą i Życiem ( por. J 14,6)… a jeśli ktoś jest bez grzechu,  niech pierwszy rzuci kamień (por. J 8,7)…

17.07.2014

Człowieku po co ci ten krzyż? Część 4. Być bliżej Boga



 Niby „przypadkiem” coraz lepiej  słyszał o tym, co dzieje się wokół niego.

  Tak usłyszał  o modlitwie, o uzdrowienie międzypokoleniowe. 
W czasie parafialnych rekolekcji, na które jakimś dziwnym „zbiegiem okoliczności”  jednak poszedł, odmówiono modlitwy przed Najświętszym Sakramentem. Modlił się wtedy za wszystkich, także za tych ze swojej rodziny, których nie znał, gorąco się modlił. Przepraszał za grzechy pokoleń, błagał o wybaczenie, „odzyskiwał” rodzinę poznając wspólną i własną ludzką nędzę. Już nie był kimś wyjątkowo cierpiącym i skrzywdzonym, ale spokojnie mógł się zaliczyć do grona cierpiących i skrzywdzonych…

 Zaczął codziennie uczestniczyć we Mszy Świętej. To uczestnictwo było dla niego swoistą gehenną. Nie dość, że niczego nie rozumiał to jeszcze ci ludzie, którzy jak mu się zdawało, dziwili się, skąd się tu wziął.

  Pewnie nie jeden znał go z widzenia, ale w kościele w tygodniu?… Przychodził jednak, wpatrywał się to w krzyż, to w tabernakulum, błagając o ratunek. Przyjmował sakramenty, pielgrzymował i jeszcze bardziej był niezrozumiany przez najbliższych. Patrzcie jaki się święty zrobił, odbiło mu czy co? Patrzyli z przerażeniem, a on tymczasem zrzucał z siebie maskę po masce i stawał się coraz bardziej Człowiekiem, który w miejsce  nienawiści zapraszał do swojego życia Miłość.

16.07.2014

Człowieku po co ci ten krzyż? Część 3 Przyjęcie krzyża



 Panie Jezu, a więc krzyż? 
Jego życie było totalną porażką… czas upłynął i żeby cokolwiek naprawić trzeba by go cofnąć, a to się nie stanie…
Jezu pomóż mi… wchodzę teraz na krzyż, daj mi dzisiaj wytrzymać  kilka minut  więcej niż poprzednim razem... Jezu wybacz mi  i powiedz jak ja mam wybaczyć... Jezu my wszyscy nie wiemy co czynimy, niszczymy się wzajemnie, ratuj nas Panie!
  Dobry Pan,  sam cierpiąc aż do końca, każdego dnia za tę rodzinę zabijającą miłość, pociągał go coraz bardziej, ucząc męstwa we wchodzeniu na krzyż. Pociągał ku Sobie,  jakby wyciągając tego człowieka ze skostniałego schematu,  z misteryjnego układu,  mechanizmu, który jeśli zostanie  pozbawiony  jednej z części  może się rozsypać… na szczęście…
   Wcześniej nie mógł tego zauważyć, że jest umiłowanym dzieckiem noszonym na ramionach, podnoszonym do policzka Ojca tak, jak podnosi się niemowlę, ostrożnie i z matczyną czułością, jak pochyla się nad nim, aby je nakarmić, jak przytula do piersi, aby słyszało bicie serca i czuło się bezpiecznie . Teraz dopiero z mocą odczuwał, jak Pan pociągał go ku sobie ludzkimi więzami, a były to więzy miłości ( por. Oz 11,4).
  Jego „krzyżowanie” polegało najpierw na tym, że kiedy spotykał się z najbliższymi, starał się milczeć, aby nie dać się sprowokować, aby przeczekać, aby nie nakręcać konfliktu wokół wzajemnych oskarżeń… to było najtrudniejsze …

15.07.2014

Człowieku po co ci ten krzyż? Część 2 Krzyż - miłość - przebaczenie


  Ktoś powiedział, że krzyż = miłość nieprzyjaciół = przebaczenie. Jezu jak mam wybaczyć, to oni są winni, zmarnowali mi życie. Żyję w poczuciu winy, we wszystkich możliwych jego odmianach. Wszyscy odetchnęliby, gdyby mnie nie było, a wciąż mam w sobie wolę życia i pragnienie poczucia przynależności, miłości, pragnienie zwykłego ludzkiego uśmiechu na mój widok…
  Kiedyś dowiedział się, że bardzo nie w porę miał się pojawić na świecie… i poczuł, że powinien być wdzięczny matce, że nie pozbyła się go tak,  jak  jednego z jego rodzeństwa. Wdzięczny, ale za co? Przecież cały był utkany z niechęci najbliższych. I przyszła absurdalna odpowiedź, że nie był chcianym,  upragnionym dzieckiem, bo nie umiał stać się szybko dorosłym, ale czy w ogóle można tak stać się ? Jak jest możliwe, aby bez koniecznej nauki, umieć co trzeba, wiedzieć jak żyć i jeszcze zaspokoić cudze pragnienia. Doskonałe, gotowe dziecko, którego kształtowanie nie jest konieczne, a czas przynależny dziecku można owocnie wykorzystać, chociażby na robienie kariery… w pewnym sensie  stał się więc krzyżem dla swoich rodziców…
  A miłość, która nigdy nie ustaje,  cierpliwa jest i  łaskawa, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego… a jeśli miłości mieć nie będę, to będę brzęczał jak miedź, będę brzmiał jak cymbał, jeśli będę bez miłości, to będę niczym, nic nie zyskam, bo nie dowiem się, że to Miłość jest większa od wszystkiego ( por. 1 Kor 1-13)… Jezu, ale przecież tak właśnie jest…


  Jezu proszę, daj mi miłość, bo nie jest możliwy krzyż bez miłości tak, jak miłość bez krzyża nie istnieje… Świadomość, że się nie jest chcianym w jakimś towarzystwie, ukierunkowuje na zmianę towarzystwa. Jednak w przypadku rodziny,  w której  człowiek ma nauczyć się przeżywania i budowania relacji międzyludzkich, powstaje błędne koło, bo ani  żyć się nie da, ani odejść, bo odejście z niewyleczoną raną pogłębia ją, zostawiając  na resztę życia,  rozciągając na nowych, nic nie winnych  ludzi.

14.07.2014

Człowieku po co ci ten krzyż? Część 1 Błędne koło. Głód Miłości



 Wakacyjne zamyślenia, lipiec 2014

Ilekroć stawał przed drzwiami rodzinnego domu serce mu kołatało, dławiło go w gardle, chciał uciec, za każdym razem przyrzekał sobie, że już więcej tu nie przyjdzie , a jednak wciąż wracał.
  Pewnego dnia zanim nacisnął klamkę, pomyślał: Jezu wchodzę teraz na krzyż, jestem jak Ty, wyciągam ręce i niech przebiją je gwoździe, Jezu daj mi tylko wytrzymać w tym domu chociaż kilka minut, zanim z płaczem i krzykiem znowu wybiegnę.

  Myśl ta przyszła niczym ratunek tonącemu, bo wyjścia z błędnego koła, w którym trwał od lat, nie można było znaleźć. Błędne koło w jego życiu polegało na tym, że wciąż miał w sobie głód poczucia przynależności do tych, których nazywamy rodzicami, a wszystko poza tym głodem, odpychało od nich. Całe jego życie było koszmarem zagłodzonego dziecka, któremu jako chleb powszedni, podawano przerastające jego możliwości wymagania, pretensje, oskarżenia, wyśmiewania i kary za najmniejszą, dziecięcą nieudolność… a gdy już poszedł w dorosłość, właśnie tylko tym umiał obdarowywać innych…

  „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie.” (Iz 49, 15). Choćby matka zapomniała o swoim dziecku, ja nie zapomnę o tobie… będę cię karmił mlekiem i miodem, byś nigdy nie zaznał głodu…
  Kiedy dorastał, zdał sobie sprawę z tego, że nienawidzi tych, którym zawdzięcza życie, których powinien obdarzać miłością. Mógł mieć prawie wszystko, tylko jednego nie byli w stanie mu zapewnić: poczucia przynależności, akceptacji, możliwości bycia dzieckiem, przeżywania dzieciństwa w miłości. Nie miał szans stać się dojrzałym człowiekiem, który weźmie odpowiedzialność za własne życie, który rozwinie skrzydła swoich marzeń, człowiekiem z którego będą dumni... Owszem chcieli być dumni… a on tymczasem żył w próżni…

6.07.2014

"Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię."

 
 Słowa z dzisiejszej liturgii niech będą ku pokrzepieniu dla tych, których życie nie rozpieszcza.
Może nieraz słyszysz, że jesteś do niczego, że nic z Ciebie nie będzie?
Może w swoim życiu doświadczasz cierpienia i doznajesz krzywdy od innych?
Jeśli Ci się wydaje, że Bóg Cię nie kocha i zapomniał o tobie, bo nic Ci się nie udaje,
przeczytaj dzisiejszą Ewangelię, a zobaczysz, że to właśnie Ciebie Bóg kocha szczególnie mocno.
Jak matka, która z wielką troską pochyla się nad chorym dzieckiem, tak samo Bóg Ojciec bierze w ramiona tych, którym jest źle.

"W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie."
Mt 11,25-30


   To właśnie w takich chwilach najczęściej otrzymujemy łaskę wiary, bo zaczynamy patrzeć oczami duszy, bo zaczynamy szukać i dopatrywać się sensu tego co dzieje się w naszym życiu.
Mimo, że często nas przybijają nasze trudy, to jednak odkrywamy w nich sens naszego cierpienia.
To jest właśnie czas refleksji nad życiem...

30.06.2014

Moje nowe narodzenie

nowe narodzenie modlitwa wstawiennicza

Wiesz, co 2400 lat temu powiedział Sokrates? „Musimy czekać, aż przyjdzie Bóg i odpowie nam na te wszystkie dręczące nas pytania. Aż pouczy nas o tym, po co żyjemy i jak żyć powinniśmy.”  I wiesz, tak też się stało! Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców naszych przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna (Hbr 1,1-2). I kiedy w 747 roku cesarstwa rzymskiego narodził się w Betlejem Jezus Chrystus, faktycznie pokazał nam, jak przyjąć i wykorzystać w życiu wszystkie ludzkie cechy. Nazywamy to wcieleniem. 

Zobacz, że Jezus, chociaż był Bogiem, nie wstydził się tego, że jest też człowiekiem. Nie ukrywał się. Wykorzystywał swoje człowieczeństwo, aby jeszcze bliżej być nas. Nikt Mu nie zarzuci, że nie wie, jak to ciężko jest być człowiekiem. Nie wykorzystywał Boskiej mocy, aby ułatwić sobie życie. Przyjął to, co daje ludzka natura i posługiwał się tym. 

18.06.2014

Przebaczyć sobie ostatecznie.


  Radość przemiany, nawrócenia, czy ból wspomnienia przeszłości?
 Jak ułożyć sobie życie, aby to co pochodzi od Ducha, czyli: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność,  łagodność, opanowanie,  dominowały w nim, a nie wspomnienie o tym co zostawiliśmy za sobą?

  Nim polecimy na końcu wpisu, pewne materiały, które może pomogą potrzebującym, trochę własnych spostrzeżeń i myśli.
    
  Bywa, że słyszymy od Osób, które często chodziły do kościoła, przystępowały do Sakramentów,  że w jakimś okresie swojego życia, w jakichś okolicznościach przeżyły nawrócenie.
  Takie, raczej nawrócenie duchowe. Można to chyba zrozumieć, jako większe, prawdziwsze umiłowanie Boga i oparcie na Nim swojego życia naprawdę.
     Tu wspominając przeszłość, można chyba mówić głównie o tym, że za mało miłowaliśmy.
 Wspomnienie przeszłości nie jest chyba tak bardzo ciężkie.

 Ale bywa, że wracamy z niebytu duchowego, któremu towarzyszyło….. No właśnie…. Mogą być tu przeróżne bolesne  sprawy.
   Czasami mamy już dość tych spraw, bo sytuacja w życiu się zmieniła, środowisko się zmieniło, dorośliśmy, spotkaliśmy człowieka, który stał się bodźcem do powzięcia decyzji o przemianie życia….
 Może temu towarzyszyć przemiana duchowa, przybliżenie się do Boga.
 
  Bywa jednak i tak, że nasze nawrócenie, bierze się niemal niewiadomo skąd.
W jakimś momencie zapala się iskra, przeżywamy, jakby dotknięcie Pana Boga, który wyciąga rękę i mówi, a może nawet na razie nie mówi, tylko patrzy, a my patrzymy na Niego i widzimy tę wyciągniętą zapraszającą rękę.
  Można ten moment przeoczyć, albo nie odpowiedzieć na ten gest i wrócić do swojego świata w którym Pan Bóg konieczny nie jest, a czasem nawet lepiej, żeby go nie było.
  Ale jeśli odpowiemy na ten gest, to wtedy się zaczyna nasza przemiana. I to czasem, jak wielka.
 Kolejność jest tu odwrotna niż poprzednio.  Nie poprawiamy swojego życia i dochodzimy  też do poprawy stanu swojego ducha, ale właśnie ze względu na duchowe dotknięcie Pana Boga, zaczynamy zmieniać swoje życie.
   Może to trwać dłużej, lub krócej, ale jeśli idziemy ku tej wyciągniętej ręce, a potem dajemy się prowadzić Bogu, to owoce mogą być piękne.
 Nie teoretyzuję tu, tylko wiem, bo obserwuję.
      Ale tu właśnie może pojawić się ten problem, że wspomnienie tego co było w naszym życiu wywołuje nasz wewnętrzny ból.  Ból z miłości do Boga.

28.05.2014

Poczęcie. Plan Boży, a plany ludzkie.



  Dlaczego człowiek wierzący w tak wielu kwestiach stawia na Bożą Opatrzność, na Wolę Bożą i mówi, że człowiek powinien kierować się tym, co Pan Bóg dla niego zaplanował.

   A w kwestii nowego życia, tak bardzo stawia na swoje własne plany i swój ludzki rozsądek?
 Gdzie tu miejsce na Boży Plan?  Na plan względem tego człowieka, którego Bóg chce powołać do życia?
 Dlaczego człowiek chce mieć w tej kwestii decydujące zdanie?

Dlaczego?

  Aneta