Stacja I Pan Jezus skazany na śmierć.
Panie Jezu, jestem w okresie Wielkiego Postu, czasu pewnego życiowego zatrzymania, czasu, który powinien przybliżyć mnie do Ciebie; teraz i na kiedyś...
Panie Jezu, jestem w okresie Wielkiego Postu, czasu pewnego życiowego zatrzymania, czasu, który powinien przybliżyć mnie do Ciebie; teraz i na kiedyś...
Jak przeżyć ten post, gdy samemu się odstało od Pana Boga, ale ma się jeszcze świadomość, że to jest jednak jakiś inny czas?
Jak przeżyć dobrze Post, w małżeństwie/rodzinie, gdy nasi bliscy podejmują tylko jakieś konieczne minimum, żeby ten okres... zaliczyć ?
Jak dobrze przeżyć ten czas, gdy w małżeństwie/rodzinie jesteś w swoich pragnieniach osamotniony, niezrozumiany, a czasem spotykasz się ze zdziwieniem, czy nawet pewną niechęcią, że chcesz tego, czy tamtego, co duchowo zaowocuje ?
Wielki Post nie powinien zacząć się od duchowych planów i postanowień, ale od prostego wyznania: Panie, bez Ciebie nie daję rady. Najpierw stanięcie przed Panem Bogiem i dopiero wtedy wniknięcie w siebie, oraz prośba, aby Wielki Post przeżyć dobrze i owocnie.
Środa Popielcowa zaprasza nas do zatrzymania się. „Zapustne śmiechy na stronę” – nie dlatego, że Pan Bóg nie lubi radości, ale dlatego, że nie każda „radość” nas buduje. Czasem śmiech jest ucieczką, pokryciem wewnętrznych rozterek, lęku czy nawet bólu. Hałas zagłusza ciszę, w której moglibyśmy usłyszeć prawdę o sobie. Wielki Post to nie czas udawania, że wszystko jest w porządku. To czas odwagi, by spojrzeć w serce i dostrzec to, co wymaga uzdrowienia.
W tym roku Środa Popielcowa przypada w Tygodniu Modlitw o Trzeźwość Narodu. Trzeźwość to nie tylko kwestia alkoholu. To styl życia, to jasność myślenia. To wolność od ucieczek w to, co chwilowo daje ulgę, ale na dłuższą metę niszczy relacje małżeńskie i rodzinne, jak również sumienie i samego zniewolonego człowieka. Wiele ludzkich dramatów zaczyna się od zdania: „Przecież przez jeden kieliszek nic złego się nie stanie…”. A jednak, ostatecznie, często się staje.
W niedzielę Słowa Bożego proponuję kilka wersetów z Biblii o miłości i jedności. Niechaj miłość Boga i bliźniego oraz pragnienie jedności, wzrastają w nas i tam, gdzie powinny być.
Nowe przykazanie
34 Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. 35 Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali». J,13,34-35
O zachowanie jedności
1 Zachęcam was zatem ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, do jakiego zostaliście wezwani, 2 z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. 3 Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. 4 Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. 5 Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. 6 Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich. Ef,4,1-6
Kościół jednym nadprzyrodzonym Ciałem Chrystusa: liczne członki, jedno ciało
12 Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. 13 Wszyscy bowiem w jednym Duchu zostaliśmy ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscy też zostaliśmy napojeni jednym Duchem. 14 Ciało bowiem to nie jeden członek, lecz liczne [członki]. 1Kor,12,12-14
Jezus pokazuje nam, że to, co wielkie w Bożej perspektywie, rodzi się inaczej niż po ludzku: w pokorze, ciszy, w Duchu Bożym i w celu znanym często tylko samemu Bogu.
Tak było przez całą historię zbawienia. Pan Bóg wybierał ludzi małych i prostych, aby przez nich objawić wielkie dzieła. Święta Bernadetta z Lourdes, święta Faustyna z przesłaniem o Bożym Miłosierdziu – to przykłady, że z ludzkiej małości rodzi się coś wielkiego, aby człowiek mógł rozpoznać w tym nie ludzką siłę i zdolności, lecz Bożą moc.
Bóg jednak nie działa bez człowieka. Potrzebuje jego zgody, wierności i wytrwałości. Najpierw człowieka przygotowuje, a potem wspiera go w realizacji swojego planu. I zwykle czyni to przez wielu ludzi – każdy wnosi swoją cząstkę, by w całości spełniło się to, co Bóg zamierzył.
Tak było również z Trzema Królami - Mędrcami. Oczekiwali, a skoro dostrzegli znaki, wyruszyli w drogę i pokonali trud, nie po to, by zachować odkrycie tylko dla siebie...
Jeszcze nie było Kościoła, a już wieść o Jezusie rozchodziła się po świecie.
Jezus, Pan Jezus przyszedł, dał się każdemu z nas... dał się każdemu człowiekowi.
Nie każdy jednak uradował się z Jego przyjścia, nie każdy przyjął Go tak, jak On by tego oczekiwał.
... Często jest tak również w naszych rodzinach...
To boli i w przypadku bliskich - dorosłych ludzi, po ludzku czyni nas, jakby, niemal bezradnymi.
Sama treść słowa, niesiona przez Księży Rekolekcjonistów jest, powinna być, najważniejsza, ale bardzo ważne jest też to, jak ono jest przekazywane. Księża głoszą nauki w różny sposób; czasem mówią głośniej, z większą emocją, a czasem mają taki dar, że spokojne, płynne i nie za szybkie mówienie, dociera do uczestników rekolekcji, jak żadne inne. Przekazywane treści, podawane przykłady, szczególnie te zaczerpnięte z życia, a jeszcze lepiej z bezpośredniego doświadczenia, sprawiają, że zasłuchanie wiernych jest niespotykane...
Tak właśnie było w przypadku rekolekcji w mojej parafii.
Rekolekcjonista, za Łaską Bożą, wywołał to szczególne zasłuchanie i wierzę, że przemyślenie usłyszanego słowa przez słuchających...
Chciałem zrelacjonować jeden z przykładów, podanych
przez Rekolekcjonistę, który najbardziej zapadł mi w pamięć i zrobił na mnie
największe wrażenie...
W szpitalu onkologicznym, młody ksiądz, dowiaduje się, że wykryty nowotwór jest złośliwy... Perspektywy są niedookreślone na razie, ale może być bardzo źle.
Po rozmowie z lekarzem, ksiądz zszedł do poczekalni - baru znajdującego się w szpitalu, usiadł przy stoliku i zamyślił się...
Podchodzi do niego młody chłopak i pyta, czy może się przysiąść...
Siada na przeciw księdza i po chwili, cichej obserwacji pyta, a właściwie, widząc, jak ksiądz wygląda, raczej stwierdza:
- Ksiądz po wizycie u lekarza.
- Tak
- Pyta dalej, również stwierdzając. I co, nowotwór, ciężko to przyjąć i zaakceptować?
- Tak, rak złośliwy. Rokowania trudne do określenia, ale raczej marne. Ciężko.
Nastała chwila ciszy, ksiądz popatrzył na młodego, wychudzonego chłopaka, którego ubiór wskazywał na pacjenta szpitala, i spytał, czy może mu zadać pytanie.
- Proszę, odpowiedział chłopak.
- A ty, też jesteś chory?
- Tak, właściwie jestem w ostatnim stadium.
- I jak to kiedyś przyjąłeś i jak to teraz przeżywasz ?
- Chłopak, dla którego była to może nie pierwsza taka rozmowa, ale może pierwsza z księdzem zaczął swoją opowieść...
Na początek padły zaskakujące i niesamowicie mocne słowa...
Nowotwór, to coś najlepszego, co mnie w życiu spotkało...