Jesteś potrzebny innym. Kliknij na "Dołącz do grona modlących" i poznaj zasady Modlitwy Wstawienniczej. Przemyśl, zapragnij i odpowiedzialnie podejmij posługę modlitewną. Zapraszamy.

__________________________________________

__________________________________________

28.08.2021

Spotkanie z Kardynałem Stefanem Wyszyńskim cz. 4. Nurtujące myśli.


 Ukochaj Mszę Świętą. Ukochaj Chrystusa Eucharystycznego.

Spotkanie  4

  „Odprawiam missam siccam w swym pokoju.  Pana „w ceracie” pytam , będę mógł pójść do kościoła, by odprawić Mszę świętą, do czego jestem obowiązany jako ordynariusz diecezji. Oświadczono mi, że jest to niemożliwe.  Dziś miałem wizytować parafię Świętego Krzyża w Warszawie. Niepokoję się tym, czy któryś z księży biskupów zastąpił mnie. To jest prawdziwy „święty Krzyż”. Dotychczas nigdy nie zawiodłem terminu wyznaczonego. Szkoda mi Księży Misjonarzy, którzy tak starannie przygotowywali się do tej wizytacji.

  Cały dzień spędzam w „swoim” pokoju. Napłynęły myśli, które napłynąć  musiały. Trzeba je spokojnie przyjąć i rzetelnie ocenić.

 Czy to, co się stało, było nieuniknione, czy nie jest zawinione i czy nie jest ze szkodą dla kościoła?

 Przechodzę myślą całe 5 lat mej pracy na stanowisku prymasa Polski i kierownika spraw kościelnych. Naprzód jedno a priori. Od początku byłem przygotowywany przez wszystkich na ofiarę sytuacji.  Gdy wchodziłem do pierwszego  kościoła parafialnego swojej diecezji w drodze na ingres do Gniezna, w Toruniu, na Podgórzu, otrzymałem od parafian obraz przedstawiający Chrystusa Pana ze związanymi dłońmi, trzymanego za ramię przez żołnierza. Obraz ten umieściłem w Gnieźnie, w swojej pracowni. Obraz ten stał się symbolem, chociaż nie był moim „programem”. We wszystkich niemal przemówieniach ingresowych, którymi byłem witany, ten symbol się przewijał. Niemal wszyscy płakali nade mną od początku. Ojciec był wyraźnie pod wrażeniem przyszłych moich losów. Podobnie moje siostry. Wśród moich domowników ta pewność rychłego aresztowania mnie była tak powszechna, że szofer oglądał się nawet za nową posadą. Pewnego dnia zgłosił się jeden z moich kapłanów i oświadczył, że przychodzi dlatego, iż Ojciec Korniłowicz przed swoją śmiercią kazał mu to zrobić. Opowiadał Ojca sen, który miał w okresie mojej konsekracji. Sen ten zapowiadał mi los podobny do losu biskupa krakowskiego. Tylko obawa przed moją reakcją powstrzymywała go od tego, że dotychczas nie wypełnił polecenia Ojca. Dziś (był to rok 1949) jest zdania, że dłużej nie może prawdy ukrywać. Wysłuchałem spokojnie relacji o śnie, podziękowałem, uspokoiłem go, że jestem na wszystko przygotowany – i rozstaliśmy się.

 W gronie Episkopatu też utrzymywała się opinia, że skończę w więzieniu. Jeden z Biskupów podarował mi dzieło księdza Klimkiewicza o kardynale Ledóchowskim, mówiąc: „Warto tę książkę przeczytać, bo może się przydać”. Niektórzy księża biskupi oczekiwali katastrofy w każdej chwili.  Stolica święta też liczyła się poważnie z tą ewentualnością, i to raczej prędzej niż później. Mogłem to wyczytać w każdym dokumencie, określającym moje uprawnienia specjalne…

  W takiej atmosferze predestynacji powszechnej na więzienie – miałem pracować. Czy poddałem się? Subiektywnie byłem gotów na wszystko. Obiektywnie jednak postanowiłem pracować, tak by ta ostateczność, jeśli ma przyjść, przyszła, jak najpóźniej.

  Nieraz z kół rządowych zarzucano mi, że „chcę” zostać męczennikiem. Byłem daleki od tej myśli, chociaż tej możliwości nie wykluczałem.  Od początku swej pracy stałem jednak na stanowisku, że Kościół polski zbyt wiele oddał już krwi w niemieckich obozach koncentracyjnych, by mógł nierozważnie szafować krwią pozostałych kapłanów. Męczeństwo jest niewątpliwie wysoce zaszczytne, ale Bóg prowadzi Kościół nie tylko drogą nadzwyczajną – męczeństwa, alei zwyczajną – pracy  apostolskiej. Owszem, byłem zdania, że dziś nam potrzeba innego rodzaju męczeństwa – męczeństwa pracy, a nie krwi. Jak bardzo jestem przekonany o tym do dziś, to dowód, że powtarzałem to duchowieństwu przy lada sposobności. Zasadę swoją, jako myśl przewodnią kierowania Kościołem w Polsce, wyłożyłem również Ojcu świętemu i Mons. Tardini w Rzymie”…

Rywałd k. Lidzbarka  27 IX 1953r niedziela

Źródło :

"Zapiski więzienne". Wyd. Paryż 1982r

Oprac. Sławek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli nie chcesz być osobą anonimową odpowiadając na wpis, kliknij na: "Komentarz jako", wybierz "nazwa/adres URL" i wpisz swoje imię. To jest również, taka prośba z naszej strony.