Jesteś potrzebny innym. Kliknij na "Dołącz do grona modlących" i poznaj zasady Modlitwy Wstawienniczej. Przemyśl, zapragnij i odpowiedzialnie podejmij posługę modlitewną. Zapraszamy.

__________________________________________

__________________________________________

2.09.2016

Życie z depresją. Świadectwo Elżbiety K. na rok Miłosierdzia 2016

  Przesyłam swoje kolejne świadectwo.  Jest ono uzupełnieniem pierwszego, zamieszczonego na stronie Modlitwy Wstawienniczej 18.08.2016r.

   Depresja – pojęcie w ogóle nie znane - w moim dzieciństwie- zapewne była, ale nikt nie wspominał o tej przypadłości. Czasami słyszało się, że jakaś ciotka ma melancholię, oczywiście nie wiedziałam co to jest, ale sam wyraz bardzo mi się podobał, taki wykwintny, delikatny….
  No właśnie… błogosławiona niewiedza, udawanie, że nie ma żadnych problemów.
Dopiero o zmierzchu życia Pan daje świadomość, albo właściwe rozeznanie własnego życia – takie rzetelne podsumowanie życia, nie osiągnięć, sukcesów - ale życia wewnętrznego, tej najbardziej intymnej strefy do której z powodu tchórzostwa rzadko zaglądamy, bo wolimy nie wiedzieć….
  Mnie zostało dane WIEDZIEĆ.
I zaczęło się układać w logiczna całość, z tym że samym ludzkim rozumem w pełni ogarnąć się nie da. Współpraca z łaską Bożą przynosi pełne rozeznanie.

  Depresja.
  Teraz wiem, że depresja była ( BYŁA – czas przeszły ) moim drugim aniołem stróżem od najwcześniejszych lat dziecinnych.
Zimny wychów, brak miłości, zainteresowania , mnóstwo przekleństw w rodzinie, zabobony, choroby--- to podstawy, a raczej fundament na którym wyrosłam i budowałam swoje życie wewnętrzne. Kolos na glinianych nogach.
To było wszystko wbrew- wbrew naukom Jezusa, przeciwko Bogu, samozagłada, bo Boga nie było w żadnej sferze mojego życia.
Ale serce mnie bolało, bo było czułe, nadwrażliwe pomimo tylu zaprzeczeń człowieczeństwa w postępowaniu najbliższych.
I w końcu Panu Bogu się znudziło – nastąpił ogromny atak choroby- depresji.
Wszystko się zawaliło - bo musiało.
I wtedy okazało się że jestem sama. Tak prawdziwie sama. Bo najbliżsi nie chcieli mieć ze mną nic wspólnego skoro mam kłopoty, brak pracy, musiałam zlikwidować firmę, długi, niespłacane kredyty, utrata mieszkań.
Nie było nawet dla mnie miejsca przy stole wigilijnym, matka odmówiła mi mówiąc, że może zaprosi mnie moja siostra- ta stwierdziła, że nie….
Kolejna samotna wigilia… Powinnam się przyzwyczaić przez tyle lat.
Ale wtedy ten fakt tylko pogłębił moją nędzę.
  
  Czy się modliłam ? – tak, tylko uważałam, że Pan o mnie zapomniał, że jestem taką nędzą, której już nic dobrego przydarzyć się nie może.
Były takie dni, że nie miałam siły podnieść ręki, wstać z łóżka nie mówiąc już o wyjściu z domu.
I tak to się przedziwnie złożyło, że natychmiast zniknęli wszyscy znajomi, przyjaciele…. pustka.
  Po korporacyjnych naukach i szkoleniach jeszcze dźwięczało mi w uszach _ „ co nie dasz rady ?” „ masz działać, masz to wykonać „ – w moim przypadku dochodziło jeszcze zarządzanie kilkoma zespołami sprzedażowymi……
Przerost ambicji, presja, chaos, ciągłe napięcie, stres, potworny stres.

  No i całkowicie padłam. Moja samotność wtedy bardzo mnie bolała, bo jak się okazało podejmowałam złe decyzje, pomimo wielu „znajomych i przyjaciół” życzliwie prawdziwych wkoło mnie nie było….
A jeszcze wpojony wstyd i to” co ludzie powiedzą „ zrobiły swoje.

   W czasie tej okropnej niemocy bywały przebłyski — szukanie Boga, gorące modlitwy- ale moja wrodzona niecierpliwość powodowała, że nurkowałam coraz głębiej w depresję.
I tak się działo długo- lata. Nie będę pisać o szczegółach, relacjach międzyludzkich, reakcjach bliskich- bo to już przebaczone, wymodlone i pamięć oczyszczona….
    
  Aż nadszedł 2012r.
Tak bardzo się modliłam i pytałam „Panie co dalej? Co będzie ze mną ?”
Też cisza, nic nie czułam. Ale coraz częściej sięgałam do Pisma Św.  poszukiwałam w necie różnych konferencji, wykładów…. aż przyszła Wielkanoc. Zostałam zaproszona na święta przez swojego dawnego znajomego ( razem pracowaliśmy kiedyś ), był przygnębiony, jego mama była w szpitalu, rokowania były złe. Postanowiłam przyjąć zaproszenie.
W drugi dzień świąt mama Jana zmarła. Trudno opisać mi nawet dzisiaj rozpacz syna.
Zajęłam się sprawami pochówku, bo Jan nie był w stanie cokolwiek uczynić.
I wtedy też poczułam takie wielkie pragnienie modlitwy, modlitwy za zmarłych. A od dzieciństwa modliłam się zawsze za Dusze Czyśćcowe…..
  Następnego dnia poszłam do Kościoła omówić sprawę pogrzebu, nigdy wcześniej w tym Kościółku nie byłam.
Nad Ołtarzem wisi ogromny Krzyż z Panem Jezusem, weszłam i stanęłam jak wryta. Nie mogłam oderwać wzroku od Pana Jezusa i wtedy ten Krzyż mnie objął. Pan Jezus zamknął mnie w swoich ramionach.
Nie mogłam się ruszyć z miejsca, łzy rwącym potokiem płynęły po twarzy. Poczułam takie ciepło, taką błogość…. spokój i radość. Taką najprawdziwszą radość, jakiej do tej pory nie znałam….. Nie wiem do dziś ile czasu to trwało.

  Wychodząc z Kościółka byłam już innym człowiekiem…….
Poczułam jak w sercu rodzą się nieznane mi dotąd uczucia: poszukiwania Jezusa, rozmowy z Jezusem, przytulenia do Matki Najświętszej, i co najważniejsze poszukiwanie uzdrowienia duchowego.
Nie miałam nadal pracy, ale już nauczyłam się prosić Pana o pracę, uczyłam się oddawać każdą chwilę Panu. Mnóstwo czytania różnych rozważań, modlitewników, katechizmów--- poszukiwania w necie- i przerażenie – czy zdążę? Bo przecież straconego czasu bez Boga nie nadrobię… Wtedy też zrodziło się pragnienie powiedzenia wszystkich grzechów i występków Panu Jezusowi, poszłam do Spowiedzi. Pamiętam, umówiona byłam z księdzem, starszy cudny Kapłan . I długo mówiłam o sobie i swoim życiu …i jak mijały kolejne minuty to czułam się coraz lżejsza…. lżejsza i bielsza w sercu.
  Później zostałam sama w Kościółku, wpatrywałam się w Pana Jezusa, ależ wtedy płakałam, chyba pierwszy raz w życiu z radości….
   
  Uczyłam się kochać Pana Jezusa i im bardziej się starałam – tym bardziej widziałam swoją nędzę…. Bo szatan nie odpuszczał. Jak miałam biec do Kościółka, to działy się rzeczy okropne, abym tylko nie doszło do spotkania z Bogiem, łącznie z upadkami ( np. na schodach przed Kościołem albo rozstrój żołądka) albo mnóstwo innych przeszkód…. nie dałam się ale bardzo mnie to kosztowało.
  Później, za jakieś 2-3 tygodnie przyszło mi coś takiego - aby zrobić kalendarz nowenn z podziałem na każdy miesiąc. I zrobiłam w ciągu kilku dni. Zaczęłam tak się modlić. To było odkrywanie i żywotów świętych i zachwycanie się pięknem litanii, koronek……
A zaraz potem zaczęłam te modlitwy publikować na FB. Codziennie, dodając także Ewangelie na każdy dzień i homilie.
   
  Otrzymałam dar łez, na początku nie wiedziałam skąd ta moja płaczliwość choć zawsze byłam wrażliwa, ale nie zawsze płakałam. Podczas Różańca, Koronek, czytania Ewangelii czy rozważań Drogi Krzyżowej - po prostu płaczę i na każdej Mszy św. To doskonały dar, bo zmiękcza serce, bo pozwala lepiej dostrzegać swoją niedoskonałość i zapraszać Pana Jezusa do każdej chwili swojego życia.
  I co jeszcze? ano świadomość własnej grzeszności – i żar modlitwy…. to mój najlepszy czas – wtedy kiedy rozmawiam z Panem….
  Ale depresja mnie nie opuszczała……. znalazłam w necie o. Daniela, tak zachłannie słuchałam jego modlitw o uzdrowienie i uwolnienie i jednocześnie wyłam – Jezu uzdrów mnie – wtedy jeszcze nie wiedziałam o wielu sprawach które wydarzyły się w moim życiu – nie potrafiłam ich nazwać . Ale Pan wysłuchał mojego błagania.
   
  W grudniu 2013 roku słuchając w necie Mszy św. o uzdrowienie prowadzonej przez o. Daniela doznałam uzdrowienia od grzechów przekleństwa, nienawiści, chorych ambicji. Miałam – nie wiem jak to napisać – widziałam Pana Jezusa, był przy mnie, blisko a jak nie mogłam nic powiedzieć , bo straszliwy płacz mało mnie udusił…. tak bardzo Pana przepraszałam w sercu, bo mówić nie mogłam. Wtedy też zostałam uwolniona od papierosów. Od tamtej pory nie zapaliłam i wiem, że nigdy już tego nie zrobię .
  Później także słuchałam Mszy o uzdrowienie, a także sama zaczęłam wyszukiwać te Kościoły w których są odprawiane. Za każdym razem jest to dla mnie wielka łaska i dar od Pana.
  No ale jeszcze depresja została. Jeszcze a może nawet bardziej przygniatała mnie do ziemi. Były dni, że nie mogłam się modlić, To był wręcz fizyczny wysiłek.
Co ja powodowało? Mój strach, strach przed odpowiedzialnością za moje własne życie. Za złe decyzje. Ale z drugiej strony dla ratowania własnego dziecka – dzisiaj zapewne zrobiłabym to samo…….. Wzięłam kredyty, aby pospłacać zadłużenia mojego syna, zaraz potem nastąpiła u mnie klapa, brak pracy, no i przez to teraz jestem prawdziwym Hiobem.
  Trudno było mi się z tym pogodzić – bo jakże mam tam jakieś doświadczenie zawodowe i umiejętności, wykształcenie i mogłabym jeszcze komuś służyć swoją pracą --- a tu nic…. Zamysł Boży był taki, aby pychę poskromić – ja, która nigdy nikogo nie prosiłam o pomoc – teraz musiałam się tego nauczyć, ja która zawsze pomagam innym – teraz sama muszę zgiąć kark i pokornie czekać na pomoc.
  Nie miałam z czego żyć. Coraz bardziej ograniczałam swoje potrzeby, człowiek naprawdę może się obyć bez wielu rzeczy….. w końcu musiałam prosić o pomoc Caritas- ci z kolei odesłali mnie do macierzystej parafii.
  No cóż – w końcu zdecydowałam się i poszłam do ks. proboszcza. A ten cudny kapłan zaraz pośpieszył mi z pomocą  i tak było jeszcze kilka razy.
A gdy zamawiałam Mszę św.. za swoich bliskich – nie wziął nic ode mnie – ja od tamtej pory odwzajemniam modlitwą codzienną za kapłanów za te cudownie dobre serca kapłańskie.
  Boli, dziś też jeszcze boli – odrzucenie, odrzucenie przez najbliższych, przez matkę i jej konkubenta, przez siostrę – zawsze mnie źle traktowali, wciąż szydzili….. ja dawno wybaczyłam, modlę się za nich codziennie, zamówiłam Msze św. wieczyste w ich intencjach…… Ale mnie nie chcą…. Panie błogosław im hojnie gdziekolwiek są …
  Jest tylko syn, tylko żeby się nawrócił…. o łaskę Spowiedzi błagam Cię Panie dla niego , o jego powrót do Ciebie Panie i uzdrowienia serca i ciała. Panie Jezu – to Twoje dziecko – Ty się Panie zajmij moim synem – Tobie oddaję !
  Jest tylko syn – mam tylko jego – a on – tylko mnie !

  I tak zaczął się Rok Miłosierdzia - z taką wielką nadzieją powitałam ten Rok. W dalszym ciągu prosiłam – Panie ulecz mnie z depresji.
Od jakiegoś czasu chodząc do Kościółka siadałam w takiej ławce gdzie obok na filarze wisiał obraz Jezusa Miłosiernego. Przychodząc na czwartkowe adoracje, czy też będąc na Mszy św. wpatrywałam się w Pana.
Czasami trwałam w milczeniu - zapłakana. Użalałam się nad sobą zamiast za Panem…. Ale też coraz częściej sercem mówiłam – Tobie oddaję to co mnie spotyka, bądź uwielbiony za każdą chwilę mojego życia – Ty Panie się mną zajmij – Ty przecież mnie nie ukrzywdzisz….. i zawsze jak tak powiedziałam następował pokój w sercu…. jakby uciszał się największy sztorm… Niech Twoja wola Panie wypełnia …
    
  Aż nadszedł pamiętny 2 kwietnia 2016 – rocznica śmierci św. Jana Pawła II--- znajoma zaprosiła mnie na adorację i Mszę św. wieczorną.
Jak zwykle usiadłam przy obrazie Jezusa Miłosiernego, byłam jakaś roztrzęsiona, spłakana- tyle próśb w modlitwie Panu przedstawiłam. Zaczęła się Msza św. – a ja nie mogłam oderwać wzroku od Pana Jezusa i w pewnym momencie usłyszałam: „jesteś uzdrowiona”….. rozejrzałam się wokół….. myślałam, że to ktoś z tyłu, ale tam nie było nikogo… i znowu słyszę ;”jesteś uzdrowiona”. Wtedy zrozumiałam. Zaczęłam płakać, dziękowałam Panu i przepraszałam Go za moją nędzę. Usłyszałam dalej:” módl się do Mojej Przenajdroższej Krwi, okrywaj tą Krwią grzeszników całego świata, odmawiaj codziennie Koronkę do Krwawych Łez Mojej Najświętszej Matki – uwielbiaj Moje Miłosierdzie. Ofiaruj te modlitwy za grzeszników całego świata”
To było o godzinie 21.37………

  Nie spałam całą noc, modliłam się, płakałam, śmiałam. I wciąż powtarzałam ”Jesteś uzdrowiona „  - jestem uzdrowiona….. jestem uzdrowiona. Chwała Ci Panie.

   Kolejne dni pokazały, że to prawda. Ja mam uwierzyć, że jestem uzdrowiona. Uwierzyłam.
Uwierzyłam.
Zachciało mi się żyć. Tak prawdziwie, z Panem. Zasypiam uwielbiając Go i budzę się rano dziękując za kolejny poranek.
Skończyła się bezsenność. Jest coraz większy żar modlitwy i coraz większa świadomość podejmowanych wysiłków, ofiar dla Pana.

   Od 25 czerwca pościłam 40 dni ( tylko warzywka ) w intencjach tych za których się modlę, o uzdrowienia, uwolnienia, za dzieci i młodzież polską , o intronizację Jezusa na Króla Polski, za kapłanów za których ofiarowałam się modlić do końca swego życia i za siostry zakonne ( adopcja duchowa ), za dzieci poczęte a zagrożone aborcją. I Pan pobłogosławił. Wytrwałam 40 dni…..
Prze ten czas ten dostąpiłam łaski widzenia w każdym człowieku Jezusa – a szczególnie w bezdomnych…… to było porażające doświadczenie . Każdy człowiek to Sacrum—
Modlitwa najbardziej zmienia człowieka, już od ponad trzech lat biorę udział jako współmodląca w Modlitwie Wstawienniczej. Nie opuściłam ani jednego dnia--- Poraża ludzkie nieszczęście – ale jeszcze bardziej nasza niemoc – bo przecież sami nic nie możemy…..

  A wracając do choroby, która nazywa się depresja – jest to choroba dana przez Pana tym którzy od Niego odeszli – aby powrócili…..
Wiadomo jak to jest z powrotami.
  Mnie najbardziej przeraża to czym nas, nasze społeczeństwo się szprycuje – mianowicie – z depresji się nie wychodzi, bo nawraca, bez ogłupiających leków się nie obędzie i takie tam.
A moja refleksja jest taka:
Leczmy duszę – Prośmy Naczelnego Lekarza o uzdrowienie – bo On wszystko może . Przez całe moje życie nie brałam żadnych lekarstw na depresję – owszem zdiagnozowana ją , dano mi leki, po których myślałam że zejdę i …. przestałam je brać.
  My ludzie leczymy nasze ciała a nie dusze. A przecież wszystkie choroby biorą się z powodu totalnego zaniedbania sfery duchowej – świetnie o tym pisze ks. Krzysztof Grzywocz – polecam każdemu opracowania księdza Krzysztofa.

  Da się żyć bez depresji – ja dopiero zaczynam żyć – uczę się żyć – Pan mnie uczy a Mateńka Ukochana przytula do serca……
  Oczywiście pozostają sprawy nie załatwione; czy to na poziomie relacji międzyludzkich czy też spraw urzędowych i innych- bywa, że się po ludzku nie da, ale Pan nas rozlicza z naszych intencji, z czystości serca, bo na wyniki nie mamy żadnego wpływu. Intencje --- mają być czyste, pełne miłości i miłosierdzia wobec bliźniego.
  A co jeśli prosisz o przebaczenie i odpowiedzią są zaciśnięte usta i milczenie? Ja oddałam Panu Jezusowi i przez te lata prosiłam o wybaczenie – Pan uporządkował i wspomnienia i pamięć. Oddawać zawsze z miłością, nigdy nie myśleć o zemście, nie szydzić…… Skąd ja to znam….

   Panie Jezu bądź uwielbiony za moją chorobę, za straty w życiu doczesnym, za ludzi których codziennie stawiasz na mej drodze. Ufam Ci Panie bo Ty jest moja Polisą na ŻYCIE. Jezu ufam Tobie
                              
                                                 Elżbieta K
21 sierpnia 2016

9 komentarzy:

  1. Szczęść Boże Elu.
    Dziękuję, że się z nami podzieliłaś. To jest też łaska, że nam to wszystko opisałaś. Wiem, co to depresja.... mam czasami nawroty...niepokój, nieprzespane noce...
    Najważniejsze jest to, że odnalazłaś Boga w tym wszystkim, może to była jedyna drogą, którą mógł Cię poprowadzić On.

    Jesteś na dobrej drodze, dziękuj za to każdego dnia. Bo Miłosierdzie Boże nie ma granic.

    Dziękuję za Twoje świadectwo.

    Pozdrawiam Bożenka pz

    OdpowiedzUsuń
  2. Elu, moja Imienniczko :) bardzo dziękuję Ci za Twoje piękne świadectwo!
    Trzeba nam zaufać Bogu, że wszelkie cierpienie, także to niezawinione, zawarte jest w Jego planach, stąd ma swoją wartość i celowość.
    I widzisz Kochaniutka, jaki wspaniały plan Pan Bóg Ci przygotował :)
    Obejrzałaś dokładnie swoje rany w obecności Boga i przedstawiłaś jako najlepszemu Lekarzowi a Jego Miłość dotarła do Twoich ran przeniknęła Twoje zranione miejsca i przemieniła je :) CHWAŁA PANU!
    Elu, niech każdego dnia towarzyszy Ci
    pomoc i opieka Boża.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chwała Panu!...Coś Elu wiem na ten temat co to depresja i jak mocno wtedy boli dusza... Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę wielu Bożych Łask :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bogu niech będą dzieki za jego miłośc niewyobrażalną i miłosierdzie dla nas każdego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspólmodląca się Anna3 września 2016 23:49

    Eluniu. Piękne świadectwo. I niech ono będzie poręką dla szukających wyjścia ze swoich depresji i wiary w Cud Największy - Wiarę w Jezusa Chrystusa i Jego drogi dla Nas, na których nas nie pozostawia SAMYCH

    OdpowiedzUsuń
  6. Elu zapomniałaś napisać jak zylas w dostatku pensjonat w Zakopanem w Kołobrzegu sklepy w Białymstoku można dużo pisac

    OdpowiedzUsuń
  7. Natalia Zimniewicz11 stycznia 2020 23:30

    Jestem pod wrażeniem. Bardzo dobry artykuł.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajnie napisane. Jestem pod wrażeniem i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne świadectwo, ja bardzo dużo otrzymuję od Boga jednak nie umiem wyprosić uzdrowienia dla mojego syna z nerwicy natręctw. Proszę o modlitwę.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli nie chcesz być osobą anonimową odpowiadając na wpis, kliknij na: "Komentarz jako", wybierz "nazwa/adres URL" i wpisz swoje imię. To jest również, taka prośba z naszej strony.