Jesteś potrzebny innym. Kliknij na "Dołącz do grona modlących" i poznaj zasady Modlitwy Wstawienniczej. Przemyśl, zapragnij i odpowiedzialnie podejmij posługę modlitewną. Zapraszamy.

__________________________________________

__________________________________________

07.06.2015

Z życia, przez śmierć, do życia niegdyś utraconego.

  
  Dzisiejsze czytania liturgiczne wprowadzają nas głęboko w tajemnice paschalną Jezusa, a dokładnie w aspekt Jego zwycięskiej walki z „władcą tego świata” (J 12, 31). Pojęciem, istotnym dla zrozumienia sensu nauki jakiej udziela nam Słowo Boże jest pojęcie domu, mieszkania w jego duchowym wymiarze.

  Jak do tego doszło, że Szatan stał się panem tego świata, który przecież został stworzony jako bardzo dobry ( por. Rdz 1, 31)?

  Władztwo Złego nad tym światem jest konsekwencją grzechu pierworodnego – brzemiennego w skutki nieposłuszeństwa pierwszych rodziców. Jak czytamy w 3 rozdziale księgi Rodzaju, Stworzyciel pyta Adama, który się przed Nim ukrywa : „Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść? Mężczyzna odpowiedział: Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem. Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: Dlaczego to uczyniłaś? Niewiasta odpowiedziała: Wąż mnie zwiódł i zjadłam.” (Rdz 3, 11-13). Konsekwencją nieposłuszeństwa Adama i Ewy było wejście w życie człowieka śmiertelnego: „z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” (Rdz, 2,17). Do tego ponurego i nieuchronnego końca prowadzić będzie życie pełne cierpienia i nierówności społecznej wyrażonych przez bóle rodzenia, dominacji mężczyzny nad kobietą, jako jego odpowiedź na jej pragnienia (por. Rdz 3, 16.17). Bóg, który jeszcze przed chwilą pobłogosławił swoje stworzenie teraz przeklina zarówno węża – kusiciela: „ponieważ to uczyniłeś , bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych” (Rdz 3,14) jak samą ziemię: „przeklęta niech będzie ziemia z twojego powodu” (Rdz 3,17). Z winy człowieka przeklęte stało się królestwem Przeklętego. Dom szczęśliwości stał się miejscem wygnania, w którym rządzi, grzech, cierpienie i śmierć, a serce człowieka tak głęboko podda się władzy Złego, który w nim zamieszka, że wkrótce dopuści się on straszliwej zbrodni bratobójstwa (por. Rdz 4,8). Być może najsmutniejsze w tej opowieści nie jest to, co stało się z człowiekiem, który odrzucił posłuszeństwo wobec Boga, ale fakt, że owo nieposłuszeństwo doprowadziło do tego, że Miłosierny Bóg musiał okazać swoją sprawiedliwość i Błogosławiący stał się również Przeklinającym, choć nadal miłującym i pragnącym zbawienia człowieka Ojcem.

  Wyrazem tego pragnienia jest wcielenie i misja Syna, której istotnym elementem było wyrwanie ludzi spod władzy Szatana, przywrócenie im pierwotnej niewinności, wreszcie ubóstwienie, czyli wyniesienie ich do godności dziecka Bożego, czyniąc ich swoją rodziną, swoim braćmi (por. J 20,17).

  Wydarzenia opisane w dzisiejszej Ewangelii miały miejsce w pewnym, bliżej nie określonym przez św. Marka domu – być może było to mieszkanie Szymona i Andrzeja. Istotne jest, że było to miejsce, gdzie Jezus prawdopodobnie się posilał i odpoczywał, nabierając sił do głoszenia Królestwa Bożego (por. Mk 1, 29-31). W tym czasie zdobył On już ogromną popularność i „szło za Nim wielkie mnóstwo ludzi” (Mk 2,7). Podobnie jak w przypadku cudownego rozmnożenia chleba, tu również powodem były znaki, które czynił : ”Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby Go dotknąć”. (Mk 3,10). Chorzy z rodzinami wędrowali za Jezusem z nadzieją, że to właśnie im się poszczęści i w związku z tym każdy chciał być jak najbliżej Nauczyciela. Nic dziwnego, że panował wokół niego wielki ścisk i zamieszanie „tak, że nawet posilić się nie mogli” (Mk 3, 20), nie mówiąc już o odpoczynku.

  Zmęczeniu fizycznemu musiał towarzyszyć wielki stres psychiczny. Jezus posłuszny Duchowi Świętemu, którego prowadzeniu całkowicie się podporządkował po chrzcie w Jordanie, rzucił wyzwanie lokalnym autorytetom religijnym i przedstawicielom władzy, uzdrawiając w szabat człowieka z uschłą ręką, oraz ustanawiając się panem szabatu: „ Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu” (Mk 2, 28). Oświadczenie to było bluźnierstwem, ponieważ stawiało Jezusa na równi z Bogiem, który szabat ustanowił, pobłogosławił i uświęcił (por. Rdz 2, 2-3). Takie zachowanie i nauki burzyły ład religijny i państwowy, co było ściśle ze sobą związane. Nic więc dziwnego, że po uzdrowieniu w szabat „faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić” (Mk 3,6). Św Jan potwierdza ten permanentny stan zagrożenia życia Jezusa: „Potem Jezus obchodził Galileę. Nie chciał bowiem chodzić po Judei, bo Żydzi mieli go zabić” (J 7,1). Odtąd w każdej chwili Chrystus mógł spodziewać się aresztowania i śmierci. Wprawdzie Żydzi nie mieli prawa do wymierzania najwyższej kary zastrzeżonej dla Rzymian, ale męczeńska śmierć św. Jana Chrzciciela, wskazuje na to, że nie do końca byli posłuszni cesarzowi w tej materii. Ponadto tłum mógł sam, w każdej chwili chcieć spontanicznie wymierzyć karę domniemanemu bluźniercy. O takiej nieudanej próbie czytamy w 8 rozdziale Ewangelii św. Jana: „Porwali więc kamienie, aby je rzucić na Niego. Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni” (J 8, 59). Na ile poważnie traktował On to zagrożenie świadczy fakt, że unikał pewnych niebezpiecznych miejsc i czasami ukrywał swoją tożsamość, jak w przypadku jego wyprawy incognito do Judei na Święto Namiotów, wspomnianej przez św. Jana (por. J 7,10).

  Trzecim aspektem, być może najbardziej dla Jezusa bolesnym, był brak zrozumienia i wsparcia dla działalności zbawczej ze strony Jego rodziny. Św. Marek jako jedyny wspomina, że bliscy Zbawiciela, o których w dalszej części perykopy dowiadujemy się, że są to „Jego Matka i bracia” (Mk 4, 31) byli do tego stopnia zaniepokojeni o Jego los, że „wybrali się, żeby Go powstrzymać” (Mk 3, 21) sprowokowani pogłoskami, że Jezus oszalał i nie wie, co czyni. Umiłowany Uczeń wprost pisze, że bracia Pana, w rozumieniu kuzyni, prowokowali Go do wystawienia się na niebezpieczeństwo w Judei, podczas wspomnianego już Święta Namiotów: „ Bo nawet Jego bracia nie wierzyli w Niego” (J 7, 5). Św. Marek, opisując intencje rodziny, która stojąc przed domem chciała wywołać Jezusa na zewnątrz, aby go zabrać do domu nie waha się posłużyć czasownikiem „krateo” oznaczającym pozbawienie wolności, aresztowanie. Użyje go, opisując aresztowanie Jana Chrzciciela, a później samego Chrystusa. W tym sensie bliscy Nauczyciela z Nazaretu przyszli, aby Go ubezwłasnowolnić, jak czyni się w przypadku osób niepoczytalnych. Kierowały nimi miłość do Niego i lęk, że zostanie skrzywdzony przez Heroda – w innym przypadku nie było by wśród nich Maryi, która najlepiej znała swego Syna i kochała Go ponad wszystko, całkowicie podporządkowując swoje życie Jego Woli. Mimo to nie zawsze rozumiała motywy i sposób działania Chrystusa – pozna je w pełni, kiedy razem z uczniami doświadczy wylania Ducha Świętego w Wieczerniku, w dniu Pięćdziesiątnicy.

  W tej trudnej sytuacji Jezus staje do walki z panem tego świata, złem osobowym reprezentowanym przez Belzebuba. Paradoksalnie jego imię pada z ust uczonych w Piśmie, teologów, którzy z adwokatów Prawa stają się adwokatami księcia demonów. Oni to, „którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: <<Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy>>” (Mk 3, 22). Współcześni Jezusowi Żydzi znali zabronione przez Prawo praktyki czarnej magii, której adepci dokonywali egzorcyzmów w ten sposób, że aby wypędzić pomniejsze demony, wzywali pomocy stojących wyżej w hierarchii. Dla znawców Prawa, jakimi byli skrybowie, Nauczyciel z Nazaretu, z racji tego że był bluźniercą który w ich przekonaniu świadomie łamał Prawo i stawiał się na równi z Bogiem , nie mógł czynić znaków w Jego imię. Skoro więc nie miał mocy od Boga to musiał mieć ją od Belzebuba, złego ducha. Logika rozumowania uczonych w Piśmie i faryzeuszów zasadza się na przekonaniu o własnej nieomylności w interpretacji Prawa. Ta pycha i zaślepienie czyniło ich całkowicie zamkniętymi na działanie Ducha Świętego i Jego dar wiary.

  Trzecia Osoba Trójcy Świętej jest określona przez Zbawiciela mianem Parakleta, które oznaczało w terminologii sądowniczej m.in. obrońcę, adwokata. Duch Święty jest adwokatem wierzących w Zmartwychwstałego. Tutaj uczeni w Piśmie są w pewnym sensie adwokatami Belzebuba, chociaż pozornie stają w obronie Boga przeciw niemu, gdyż podporządkowują Jezusa – Bożego Syna demonowi i w nim upatrując źródła mocy Zbawiciela. Taka postawa skrybów godzi w istotę Jego misji i niszczy królestwo Boże, zatruwając w sercach słuchaczy Jezusa dopiero co zasiane ziarno Słowa jadem wątpliwości i zgorszenia. Dla człowieka trwającego w uporczywej wrogości wobec Ducha Świętego nie ma ratunku ponieważ odrzucenie zbawienia ofiarowanego przez Jezusa jest przede wszystkim odrzuceniem wiary – daru Ducha Bożego, który na Jezusie spoczął i Go prowadził. Każde wypowiedziane słowo, każdy czyn Syna był objawieniem miłości Ojca w Mocy Ducha.

  Nieposłuszeństwo wobec Boga objawiającego się przez dzieła zbawcze Jezusa jest echem nieposłuszeństwa pierwszych rodziców. Wiedza jaką szczycą się uczeni w Piśmie prowadzi ich do zaślepienia a w konsekwencji śmierci, jak wiedza, którą posiedli pierwsi rodzice pozbawiła ich szczęśliwości raju.

  Świadczy o tym fakt, że Jezus „przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach” (Mk 3,23). Chociaż mógł ich zignorować, pozostawiając własnemu losowi lub odesłać z odpowiednim komentarzem jak to już czynił, nazywając ich i faryzeuszy obłudnikami podobnymi do grobów pobielanych (por Mt,23, 27), to każe im się do siebie zbliżyć i podejmuje wyzwanie. Krótko tłumaczy im nielogiczność i bezzasadność ich aktu oskarżenia: „ Jak może szatan wyrzucać szatana?” (Mk 3, 23), i rozwija tę myśl, posługując się parabolami, gdyż pełne zrozumienie tajemnic Królestwa Bożego zastrzeżone było w Ewangelii św. Marka jedynie dla najściślejszego grona uczniów, którym tłumaczył sens przypowieści. Parabole były jednak wystarczająco jasne, aby słuchacz mógł zrozumieć co Jezus chce mu powiedzieć.

  Motywem przewodnim argumentacji Chrystusa jest jedność – skłócenie. Gdyby miał On, jak chcą uczeni w Piśmie, mocą szatana/Belzebuba szkodzić jemu samemu to taka działalność doprowadziłaby dawcę mocy do klęski. Wiele można zarzucić ojcowi kłamstwa, ale nie brak przebiegłości, która jest przejawem inteligencji jaką Bóg go obdarzył w akcie stwórczym. Diabeł nigdy by nie wyposażył w moc sługę niewiernego, który zwróciłby się przeciw niemu.
Warto podkreślić, że Jezus posługuje się tu pojęciami „królestwo” i „dom” (Mk 3, 23-27), w których szatan jest władcą królestwa i panem domu, mocarzem utrzymującym wewnętrzną jedność tychże. Dowozi to, że Jezus przyszedł na świat aby pokonać całą rzeczywistość grzechu, wszystkie demony bez wyjątku poddane swemu władcy – wężowi kusicielowi, oraz wszelki grzech i śmierć, która jest jego konsekwencją. Nie ma takiej sytuacji, w której Jezus nie mógłby objawić się jako Zbawiciel. Jest On tym, który wstępując na krzyż wchodzi do domu mocarza, własną męką go wiąże i odbiera mu to co od zawsze należy do Boga. Samego mocarza i jego poddanych wypędza tam skąd przyszedł a gdzie jest „płacz i zgrzytanie zębów” (Mt 8, 12).

  Tam, gdzie jest Jezus nie ma miejsca dla diabła. Skrybowie muszą odejść z niczym, opuszczając dom, w którym Pan naucza cisnących się wokół niego słuchaczy. Belzebub przegrał, nie udało mu się zdyskredytować Jezusa, sprowokować tłum do jego zabójstwa. „Gdy diabeł dokończył całego kuszenia, odstąpił od Niego aż do czasu.” (Łk 4, 13). Tym „czasem” była męka Jezusa na krzyżu. Wówczas: „arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: <<Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela; niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego.>>” (Mt 27, 41-42).

  Mesjasz, apostołowie i zgromadzeni słuchacze to rodzący się Kościół: dom „zbudowany na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus” (Ef 2, 20); dom o który gorliwość Go pożera (por. J. 2,170); dom, który tak ukochał, że za niego „przez Ducha wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę.” (Hbr 9,14); „kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” (Mk 3, 35) – powie Jezus o każdym z obecnych w tym domu, gdy oznajmią Mu, że na zewnątrz czeka Jego Matka z braćmi. On bowiem zawsze pozostanie wierny swojej nowe rodzinie, nad którą sprawować będzie pieczę jako Głowa: będzie ich karmił i poił swoim ciałem i krwią, namaści Duchem Świętym, pośle aby kontynuowali Jego dzieło oczyszczania odkupionego świata ze zła i której obieca: „ A oto Ja jestem z Wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20). Z krzyża Jezus namaści swoją Matkę na Matkę Kościoła, którym się opiekuje do dziś – najwierniejsza uczennica swojego Syna i Pana, która - chociaż stała na zewnątrz - to jako „łaski pełna” (Łk 1, 28) duchowo była w tym domu wcześniej i bardziej niż ktokolwiek inny. Bowiem dzięki jej całkowitemu poddaniu się woli Bożej Potomek, którego urodziła zmiażdżył łeb wężowi (por. Rdz 3,15) i uwolnił nas z niewoli grzechu i śmierci.

                                                                                  Arek

 Liturgię słowa z dzisiejszej niedzieli znajdziemy pod linkiem: 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli nie chcesz być osobą anonimową odpowiadając na wpis, kliknij na: "Komentarz jako", wybierz "nazwa/adres URL" i wpisz swoje imię. To jest również, taka prośba z naszej strony.