Jesteś potrzebny innym. Kliknij na "Dołącz do grona modlących" i poznaj zasady Modlitwy Wstawienniczej. Przemyśl, zapragnij i odpowiedzialnie podejmij posługę modlitewną. Zapraszamy.

__________________________________________

__________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świadectwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świadectwa. Pokaż wszystkie posty

21.11.2017

Pragnienia i ufna, wytrwała modlitwa Matki - Świadectwo Elżbiety.


  Nie tak dawno powiedziałam swojemu synowi, że mam takie wielkie marzenie, abym razem z nim poszła do  Kościółka i żebyśmy razem przystąpili do Komunii św….




No i tydzień temu mówi, że przyjedzie na moje imieniny i, że… chce pójść do Spowiedzi. Cud.
W niedzielę przyjechaliśmy do Kościółka półtorej godziny wcześniej, był różaniec, wypominki... a księży do spowiedzi nie ma....
Modliłam się mocno o kapłana, aby przyszedł, żeby syn, niecierpliwy, nie zrezygnował.... i raptem jest!  Wchodzi kapłan, nasz egzorcysta, syn poleciał. POLECIAŁ ! za nim...

11.11.2017

90 lat temu na naszej, mojej ziemi.


  Kiedy 11 listopada 1918 roku Piłsudski zwolniony z twierdzy magdeburskiej przybył do Warszawy i obejmując urząd Naczelnika Państwa potwierdził odzyskanie po latach zaborów niepodległości przez Ojczyznę, były i takie miejsca, gdzie wyzwolenie jeszcze nie nadeszło. Jednym z nich było Podlasie. Władzę sprawowało tu nadal wojsko niemieckie, a Polska Organizacja Wojskowa działała na sposób tajny.
  11 listopada rano wyzwolono jedynie Parczew. Harcerzom udało się tam rozbroić 27 żołnierzy niemieckich. Dzień później od okupanta uwolniono Łuków i Radzyń. Niemcy ukrywający się w tamtejszym pałacu zostali spektakularnie ostrzelani przez Peowiaków z wieży pobliskiego kościoła, tak, że pozostała im ucieczka do lasu. Tego samego dnia, ich dowództwo w Białej Podlaskiej, dla lepszej obrony swojej pozycji, utworzyło Radę Żołnierską. Na ten gest Polacy rozpoczęli powstanie oddając władzę w mieście Komitetowi Obywatelskiemu.

07.11.2017

W tygodniu modlitw za zmarłych. WOŁYŃ... (Tekst fragmentami drastyczny.)

   Oparte na prawdziwych zdarzeniach.
Abyśmy pamiętali i modlili się za Nich.

  Pan Józef poznał Staszka na początku lat 50-tych XX wieku. Przysłali go z kadr, jako praktykanta, „niewiele będzie z niego pożytku „ tak sobie pomyślał, wysokie to, wątłe, jakieś pogarbione i… smutne. A tu raczej silnego chłopa trzeba...
   Ale Staszek, widząc zatroskane spojrzenie szefa wziął się szybko do roboty, zgłębiając tajniki wiedzy o obrabiarkach, frezerkach i innych jeszcze urządzeniach.
 Pan Józef był zadowolony ze swojego praktykanta, cichy, skromny, tak jakby w cieniu i zawsze smutny, zamyślony. Staszek uśmiechał się, ale śmiały się tylko usta, nigdy oczy. W ogóle taki odludek był. Nie pił, nie palił, najpierw mu dokuczano, ale gdy zaczął dawać składki, a sam nie uczestniczył w popijawach po pracy – dano mu spokój. Z czasem Staszek stał się brygadzistą, później mistrzem, kończył różne kursy, chwalono go, motywowano do jeszcze lepszej pracy nagrodami, premiami. W końcu o trzymał mieszkanie, nieduże, ale nareszcie własne, wysokie, widne, kuchnia, łazienka i jeden ogromny pokój. Jakby okrzepł materialnie, jeszcze później zafundował sobie syrenkę, ale mało tym parkotem jeździł. Był sam, podobał się kobietom, ale nie nadawał się na tańce, nie był typem bawidamka, chodził taki smutas, więc jakoś żadna nie przekonała się do niego. W samotności spędzał swoją codzienność.
   Pan Józef, który przez te lata wspólnej pracy, stał się jakby ojcem Staszka… a to Staszek bywał u pana Józefa, a to z okazji Pierwszej Komunii córek, później ślubów, czy jakiś przyjęć rodzinnych, ale to też nie zawsze.
  W końcu nadszedł czas że Pan Józef przeszedł na zasłużoną emeryturę, oczywiście wielka bida w pracy, Staszek, był ale tylko trochę. Kończył się kolejny etap jego życia. Zrozumiał, że teraz jest już zupełnie sam.

  W jakiś czas potem panowie spotkali się i Pan Józef zaprosił Staszka na wypad do lasu, w pobliżu jakieś jeziorko, więc może ryby, może grzyby. Tym razem Staszek nie odmówił, wsiedli w małego fiacika Staszka i pojechali obficie zaprowiantowani.
  I tam Staszek napił się wódki, ale niedużo, raptem setuchnę – ale może właśnie ten wypity alkohol spowodował, że Staszek przed starym Przyjacielem otworzył swoje serce i wylał wszystek smutek nagromadzony przez całe dziesięciolecia….
   Staszek urodził się na Wołyniu, miał trzy siostry, jedna była młodsza od niego, kochających się rodziców i babkę – matkę ojca, mieszkającą razem z nimi.

14.09.2017

Moje częstochowskie obchody 100-lecia Objawień Matki Bożej Fatimskiej


  Trochę czasu minęło i przez pewne sytuacje życiowe moje świadectwo trochę się opóźniło, ale gdy sytuacja się ustabilizowała, chcę podzielić się z Wami moim świadectwem, jak przeżyłam w Częstochowie tak piękną uroczystość 100 lecia objawień Matki Bożej Fatimskiej.     
  Na wyjazd do Częstochowy i oprawę śpiewu koncertu uwielbienia na Jasnej Górze zaprosił nas organizator p. Poldek Twardowski i razem z rodziną Jednego Serca Jednego Ducha pojechaliśmy, aby wziąć udział w tych uroczystościach na Jasnej Górze. 
  Po koncercie uwielbienia zostałam jeszcze na Apelu i telemoście z koleżanką i księdzem i Najświętsza Panienka zarezerwowała dla nas 3 wolne miejsca w pierwszym rzędzie przed Jej cudownym obrazem, tak jakby czekały specjalnie dla nas te miejsca.

12.09.2017

W pierwszych dniach września wspomnienia sprzed lat…

Kiedyś nie odczuwało się tak mocno jak dziś, że kończą się wakacje. A szczególnie przedszkolacy na początku lat sześćdziesiątych... ot wrzesień - dalszy ciąg zabawy i beztroski. Ale jak tylko pamiętam – wrzesień, to początek wojny – strasznej wojny, jak mawiała Babunia i ocierała załzawione oczy, zaraz też zaczynała snuć wspomnienia - małe dziecko niewiele rozumiało, ale płakałam razem z Babunią. Później, z wiekiem sama dopytywałam, jak to było?

   Babunia została sama we wrześniu z moim Ojcem, bo Dziadek Kazimierz wyszedł z Warszawy na bezsensowny apel Umiastowskiego.... wrócił cudem po Pakcie Sikorski-Majski pod koniec 43 roku... Więc to na Babkę spadła troska o przeżycie – nie tylko jedynego, wymodlonego Syna, ale też o swoją i męża Rodzinę. Mieszkali pod Warszawą, duży dom, duży gród, sąsiedztwo łąk zapewniało wyżywienie.... kozie, która obficie dawała mleko.

08.08.2017

Po nitce do Kłębka - Świadectwo Sabiny

„Szczęśliwy jest ten, kto we Mnie nie wątpi” (Mt 11, 6)

Zapewne każdy z Was zastanawiał się jak to jest, że zdarzają się w naszym życiu sytuacje, w których nie potrafimy sobie z czymś poradzić i w którymś momencie, najmniej spodziewanym, pojawia się ktoś lub coś, co sprawia, że trudna sytuacja staje się klarowna i rozwiązana. Jak to jest, że pomimo ludzkiej natury, pomimo naszych zamierzeń, słabości i uczynków jesteśmy prowadzeni do właściwego celu?
***
Maj 2017 był dla mnie wyjątkowy, bogaty w różne doświadczenia i emocje. Po pierwsze był to miesiąc poświęcony Maryi, która jest mi bliska z trzech powodów: jako Matka Pana Jezusa, jako Matka i Żona (bo sama jestem matką i żoną) i choć to nie październik, ale bliska jako Królowa Różańca Świętego, a ta modlitwa jest moją ulubioną. Po drugie, w ramach Róży Różańcowej codziennie odmawiałam tajemnicę Zesłania Ducha Świętego, która pomaga mi na rozstajach życiowych dróg. Po trzecie – Dzień Matki, a właśnie w ten dzień rozpoczynała się nowenna przed uroczystością Zesłania Ducha Świętego, jak również na ten dzień zaplanowana została obrona mojej rozprawy doktorskiej.

06.07.2017

Maryjo. Dziękuję za Łaskę poczęcia - Świadectwo Edyty


  Pragnę podzielić się z Wami moim przeżyciem i doświadczeniem cudu. Wszyscy, którzy jesteście załamani, cierpiący, prześladowani uwierzcie, że Pan zawsze jest z nami, w każdej chwili naszego życia trzyma nas mocno za rękę. Niektórzy pewnie pamiętają teksty, które pisałam jakiś czas temu. Bardzo pragnęliśmy z mężem dziecka, jednak okazało się, że to nie jest takie proste, dziecko nie pojawia się na zawołanie. Po ok. roku starań udałam się do lekarza. Były jakieś badania, leki - wszystko na nic. Zmieniałam kolejnych lekarzy, czas płynął a ja nie mogłam zajść w ciążę. Przeszłam zabieg usunięcia endometriozy z jajników, nawet dwie inseminacje. Aż w końcu pojawiła się propozycja invitro. I to był koniec moich kontaktów z lekarzami.
    
  Zmęczona bezowocnymi latami starań postanowiłam odpocząć od tego wszystkiego. Uświadomiłam sobie, że w tym całym natłoku spraw zatraciłam się, dziecko stało się przedmiotem, który pragnęłam mieć bo wszystkie koleżanki go miały, bo naciskała rodzina. Był to bardzo ciężki czas. Nie chciałam się z nikim spotykać - te wypytywania o dziecka, głupie docinki bardzo bolały. Odpuściłam zupełnie. I wtedy zauważyłam w tym wszystkim Boga. Wiem, że on była zawsze mną tylko ja zaślepiona jakąś niewytłumaczalna żądzą nie zauważałam Go. To wtedy natrafiłam na Waszą stronę. Zaczęłam dużo czytać, zamieszczać prośby o modlitwę na różnych stronach. Wiele otuchy otrzymałam od Was.
Na moje posty odpowiedziała m.in.  Aneta. Podała mi nawet namiary na lekarzy, z którymi mogłabym porozmawiać, jednak po tych wszystkich latach miałam naprawdę dość lekarzy.

08.06.2017

Uzdrowienie Kolana - Świadectwo Wioletty


  Szczęść Boże
Chciałabym z Wami podzielić się Cudem, którego doświadczyłam w miniony piątek, podczas Wieczoru Uwielbienia z Modlitwą o Uzdrowienie. Oczywiście zaniosłam też Naszemu Tatusiowi wszystkie intencje, które do mnie za pośrednictwem Forum Modlitwy Wstawienniczej wysłaliście... teraz czekajcie na Cud.
 
   Zacznę od początku. Mam problem z lewym kolanem. Nadwyrężyłam kolano na Drodze Krzyżowej, która odbywała się w kwietniu ulicami mojego miasta. Nie zauważyłam studzienki ściekowej i krzywo stanęłam, poczułam ból w kolanie, ale dotarłam do końca. Czasami ból był lekko odczuwalny, a czasami nie mogłam z bólu chodzić. Ale do rzeczy.  Wczoraj już o 15-ej byłam w Kościele, gdyż poszłam pomóc Siostrze zakrystiance w sprzątaniu na wikariacie, ból kolana nasilał się coraz bardziej im bliżej było do Mszy Świętej.  O 18-ej rozpoczęła się Msza, a ja z bólu ledwo stałam, ale nie poddawałam się i wytrwałam do końca. Po Mszy Św. rozpoczął się Wieczór Uwielbienia, mimo bólu prawie cały czas klęczałam. Dziękowałam, prosiłam i uwielbiałam Boga w intencjach, z którymi przyszłam, ale nie prosiłam o uzdrowienie kolana.

20.04.2017

Po roku walki o życie, małżeństwo, duchowość… codzienność – Świadectwo Moniki


  Chciałam przedstawić swoje świadectwo, nawiązując do mojej prośby o modlitwę, którą wysłałam niecały rok temu. Przedstawię pokrótce moją sytuację sprzed tych miesięcy.  
 
Byliśmy z mężem w tamtym czasie bez pracy, mąż ponad 4 lata ja od kilku miesięcy. Sama odeszłam pracowałam w Banku prawie 6 lat. Mimo bezrobocia męża zrezygnowałam z pracy, nie zniosłam ciągłego napięcia w pracy, realizacji planów sprzedażowych, ciągłego porównywania do innych. Ta praca stała się bożkiem, jak miałam sprzedaż to miałam świetny humor, jak nie, to wracałam do domu i płakałam w łazience, bo codziennie byliśmy rozliczani po pracy… rozmowa trwała ok. 20-30 min ,staliśmy w kolejce do szefa przed gabinetem czekaliśmy na „spowiedź” - tak to nazywaliśmy. Nie będę się rozpisywać na ten temat ,moje świadectwo dotyczy czegoś innego. Odeszłam z pracy, decyzja nie była trudna, ulżyło mi, poczułam się wolna i szczęśliwa, jakby ktoś mi to powiedział z dziesięć lat temu (przed nawróceniem), to bym puknęła się w czoło. Miałam taki pokój w sercu wiedziałam, że Bóg nas nie opuści, że nam pomoże. Odeszłam, mąż był bez pracy i ja… dwoje dzieci i co dalej?

04.04.2017

...jak "zamieszkać" w Biblii - Świadectwo Eli B.


 Jak odróżniać słowo Boga od innych słów,
jak być mu posłusznym i jak je przekazywać...

  Tydzień przed rekolekcjami, uczestniczyłam w naszym Wieczorze Uwielbienia, następnie Noc Uwielbienia w Domu Miłosierdzia, teraz czekałam z radością na wcześniej już planowane zimowe rekolekcje Odnowy w Duchu Świętym.
Cieszyłam :) :) :)  się i czekałam na ten piękny czas, gdzie będę kosztować wykwintnych duchowych rarytasów, będę uczyła się w szkole mojego Mistrza - tylko przy Nim, o Nim i dla Niego.

  Jednak wiadomo, że gdzie rodzi się dobro, zły zniechęca, kładzie kłody pod nogi i robi wszystko, żeby odciągnąć od dobrego.
Dzień przed wyjazdem na rekolekcje, zaczęły u mnie dziać się różne złe rzeczy...
nazbierało się, aż pięć przeciwności a w tym i problem z autem, którym miałam dowozić Siostry z mojej Wspólnoty na rekolekcje.

30.03.2017

Gdy zabraknie światła… Świadectwo Michaliny


  Zamieszczamy świadectwo, trudnego doświadczenia Michaliny. Może ciężko się przyznać do tego o czym napisała, ale Michalina ukazuje też, jaką mocą wyjść z tej grzeszności i przede wszystkim przestrzega, jak w nią nie popaść.

 CHCIAŁABYM wam opowiedzieć o moim zagubieniu, o moim popadnięciu w masturbację, która była jednak tylko pierwszym krokiem do kolejnego zła…
Zaczęło się od pożądania, potem masturbacja, a potem pornografia.
TO wszystko było ucieczką od problemów z którymi nie umiałam sobie poradzić.

23.03.2017

Najcięższa próba – bycie matką - Świadectwo Elżbiety


 Zapyta ktoś dlaczego najcięższa?  Bo matką jest się do końca… do końca swojego życia, bez względu na wiek dziecka i jego postępowanie.
Bo to matki najczęściej stawiane są pod pręgierzem odpowiedzialności za czyny dzieci, bo to matki oszalałe z rozpaczy najbardziej cierpią, gdy cierpi dziecko, a im pozostaje tylko wiara i nadzieja bo człowiek i jego nauki nadal przegrywają z chorobami, skłonnościami czy kalectwem…
  Szczególnie dzisiaj bycie matką to zadanie nie lada….

  Tęsknota za matką… czasami przeradza się w fizyczny ból dziecka. Pamiętam z autopsji jak jako 8 latka wyjechałam na pierwsze kolonie. Jak płakałam nocami za matką… płakałam mało powiedziane… płakałam za matką, aby mnie przytuliła, za matką której pieszczot nie było dane mi poznać…. za czułością matki tęskniłam…. czułością której nigdy nie poznałam.
  Zawsze przyglądałam się zawstydzona, jak mamy przychodzą do przedszkola po dzieci, jak te dzieci przytulają, całują… dopytują się, stałam w kącie gdzieś schowana i przyglądałam się. U mnie tak nie było – zimny wychów i już.
  Im byłam starsza to tęsknota rosła, przybierając różne formy a to cierpienia, a to żalu i poczucia straty, czy też wręcz rozgoryczenia.

21.03.2017

Kolejny Wielki Post – kolejne wielkopostne postanowienia …


  U progu tegorocznego Wielkiego Postu postanowiłam, że po raz kolejny przeczytam „Pasję” - książkę napisaną na podstawie objawień bł. Katarzyny Emmerich. Jednakże tym razem nie miało to być zwykłe przeczytam, ale przeczytam przez duże P.
  Co za tym miało się kryć? Cztery czynności: przeczytać powoli, dokładnie przeanalizować, zrozumieć i spróbować wyciągnąć odpowiednie wnioski. 
   Pisząc te słowa jestem niespełna w połowie tejże książki. Jednakże chciałabym się podzielić pewną refleksją, która nasunęła mi się po przeczytaniu rozdziału „Ustanowienie Najświętszego Sakramentu”. W rozdziale tym opisywane są chwile, gdy Pan Jezus po raz pierwszy udziela Apostołom Komunii Świętej. Pojawia się tam również wzmianka, że Judasz opuścił wieczernik (w wiadomym celu) nie odmówiwszy modlitwy dziękczynnej. Ten moment obdarzony jest niezwykle wymownym komentarzem: ,,poznaj więc, miły czytelniku, jak złe są skutki, jeśli się zaniecha modlitwy dziękczynnej po spożyciu chleba powszedniego i chleba żywota”.
  W tym miejscu zadałam sobie pytanie: a jak to jest z moją modlitwą dziękczynną po Komunii Świętej?

16.03.2017

Moje wewnętrzne uzdrowienie - Świadectwo Marka


  Pragnę podzielić się świadectwem uzdrowienia wewnętrznego jakiego doświadczyłem podczas rekolekcji Wielkopostnych w parafii w Środzie Śląskiej w ubiegłym roku. Rekolekcje prowadzone były przez moderatora Wspólnoty Przymierza Rodzin MAMRE we Wrocławiu.
    Wtedy po raz pierwszy usłyszałem, jak ktoś mówił o Chrystusie nie jak o Osobie sprzed dwóch tysięcy lat, ale jak o Osobie wciąż żyjącej i działającej w ten sam sposób również dzisiaj. Bardzo mnie to zdziwiło, ale też zafascynowało.

W pierwszy dzień rekolekcji, po mszy świętej, odbywały się modlitwy po których miały nastąpić modlitwy wstawiennicze. Byłem bardzo poruszony tym co zobaczyłem wtedy w kościele. Nigdy bowiem wcześniej nie uczestniczyłem w podobnych spotkaniach i nie miałem podobnych doświadczeń. Bardzo podobała mi się radosna atmosfera. Ze wzruszeniem w sercu dałem się jej ponieść. Nigdy dotąd nie modliłem się do Boga z taką radością i poruszeniem. Szczególnie przeżywałem moment wzywania Ducha Świętego. Łzy same napływały mi do oczu. W moim sercu czułem radość pomieszaną ze smutkiem i żalem. Po modlitwach nastąpiły modlitwy wstawiennicze. Po raz pierwszy w życiu ktoś modlił się nade mną. Nic szczególnego jednak nie wydarzyło się. Mimo to byłem bardzo poruszony tym nowym doświadczeniem.

28.02.2017

Świadectwo mojego życia religijnego i jak zacząłem uczestniczyć modlitewnie w IMW.


  Zawsze starałem się przeżywać życie z Bogiem, pogłębiać swoją wiarę uczestnicząc we Mszach świętych i innych uroczystościach religijnych. Byłem 3 razy na pieszej pielgrzymce na Jasną Górę. Modliłem się przeważnie za rodzinę najbliższą.

   Usłyszałem o mszy  św. w Jarosławiu z nocnym czuwaniem. Byliśmy  kilkanaście razy z Żoną na tych Mszach….
   Ta, szczególna dla mnie Msza, była na Zesłanie Ducha Świętego. Celebrował ją ojciec Józef. Wiernych było bardzo dużo, więc staliśmy na zewnątrz. Podczas modlitwy wzywania Ducha Świętego  ojciec Józef powiedział: jedni będą się śmiać, inni będą płakać, a jeszcze inni będą mówić językami. 
  W tym czasie  w myśli… ja usłyszałem słowa, dlaczego mnie nie kochasz? 

21.02.2017

Nie uwielbiam Pana za coś co dla mnie zrobił, ale dlatego, że ON JEST!!! - Świadectwo Eli B



  Wielbię Go w Jego Bóstwie, Mądrości, Mocy, Majestacie, Chwale i w Jego Miłosierdziu, dobroci, delikatności, bliskości i trosce.
Uwielbiam Pana w Jego Słowie, uwielbiam Go w życiu innych osób...



Zadbajmy o to, by nie uwielbiać tylko w pojedynkę.  Więź ze Wspólnotą, z Kościołem, jest miejscem komunii z Bogiem i ludźmi.

Bardzo lubię Wieczory Uwielbienia, wcześniej chodziłam, na takie, które organizowały, różne Wspólnoty.
Wczorajszy Wieczór Uwielbienia, był dla mnie szczególny :) a to dlatego, że był zapoczątkowany przez Diecezjalną Wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym, do której należę.
Poczułam, że wszyscy razem zgromadziliśmy się w tym jednym miejscu, w jednym celu – by spotkać się z  Jezusem. Niektórzy poświęcili swój czas, jadąc 30 km, by być razem i prawdziwie spotkać się z żywym Bogiem.

07.02.2017

Kolejny etap przemiany. Świadectwo Elżbiety


  Czasami bywa tak, że myślimy, że tak jak jest- to już powinno być zawsze, albo do momentu dopóki  będzie nas dotyczyć…
  I tak jak zaczyna się pracę w jakim dużym znanym przedsiębiorstwie, z ludźmi wykształconymi, kompetentnymi to się myśli, że tak jest wszędzie….

  Ze mną właśnie tak było. Na początku lat 80tych rozpoczęłam pracę – o karierze nikt nie myślał. Praca i już. 8 godzin, czasami trzeba było mieć dyżur w niedzielę albo godzinę dłużej zostać na koniec miesiąca, gdy wykonywało się różne bilanse.
   Miałam wielki zaszczyt rozpocząć  pracę zawodową z ludźmi wykształconymi, ukształtowanymi światopoglądowo, grzecznymi, życzliwymi.  W większości byli starsi ode mnie, uczyli mnie zagadnień technicznych niezbędnych na mym stanowisku pracy, ale też a może przede wszystkim, kształtowali kulturę pracy dbając niesamowicie o życzliwe, przyjacielskie stosunku pracy. Chamstwa nie było!
  Owszem mocniejsze słowa padały, ale to nazwijmy w wymagających tego okolicznościach.

  I tak trwało, później „transformacja „ czyli zmiana szyldu i pomału zaczęła się sypać drużyna, która zadawała szyku i trzymała pion w relacjach i różnych kontaktach służbowych. Przyszli nowi, wykształceni- po studiach, ale bez doświadczenia… wdrażali się jedni szybciej, drudzy wolniej, ale wciąż byli to ludzie, którzy reprezentowali jakąś wiedzę poprzez nabyte studia, szkolenia, ludzie którzy zaczęli mieć parcie na karierę, na kasę, na popularność.

17.01.2017

Trudne początki dobrego powrotu… świadectwo Elżbiety


  Zawsze nurtowały mnie pytania o właściwe rozeznanie sytuacji, zachowań ludzkich, intencji.
Bo to wielka niewiadoma, jak ktoś się zachowa w danej chwili i co ma wpływ na jego zachowanie, na podejmowanie decyzji oraz czy ktoś trzeci może na te decyzje mieć wpływ……

   Od początku lat 80-tych, kiedy podjęłam pierwszą pracę , nie istniała potrzeba roztrząsania tych zagadnień, każdy myślał o aprowizacji, cieszył się, jak dziecko, gdy zdobył mydło, czy papier toaletowy… Pracowałam wtedy z cudownymi ludźmi, ba niektórzy pamiętali mojego dziadka Kazimierza, którego mnie nie dane było poznać, czule, ze słodyczą wspominali Go, jako  człowieka o wielkim sercu, pogodnego i życzliwego. Wtedy koleżeńskość, wzajemna pomoc i serdeczna życzliwość  były na porządku dziennym. Nikt sobie nie wyobrażał inaczej.
   I z takimi dobrymi ludźmi wkroczyłam, na początku bardzo nieśmiało, w swoje życie zawodowe.
 
  Lata 80-te , czasy chude, szare ale też dla młodych zbuntowanych jak ja , na przekór wszystkiemu kolorowe, takich makijaży, fantastycznych fryzur i sukienek szytych samodzielnie i farbowanych z gazy aptecznej---  teraz nikt już ani tak nie zrobi, ani nie wyczaruje…

12.01.2017

Serdeczny ratunek. Świadectwo Elżbiety


  Nie wiem czy są ludzie odważni. Ja do nich na pewno nie należę, mówi się że strach ma wielkie oczy – to jednak zawsze odczuwam jakąś dozę lęku.

  Oczywiście, że nasze lęki, strachy zaczynają rodzić się w dzieciństwie i albo są przez mądrych rodziców gaszone, albo jeszcze bardziej podsycane - tak jak w moim przypadku. Zresztą tych drugich rodziców w każdym pokoleniu jest zawsze znacznie więcej….
  
  Wielu mądrych psychologów i innych naukowców napisało wystarczająco dużo na tematy ludzkich słabości, o lęku także. Ale niewielu napisało, jak skutecznie walczyć z tą nabytą słabością.
A bać można się krzyku, podniesionego głosu, hałasu… i wszystkiego co przyjdzie do głowy.
Człowiek poraniony, niosący w swojej pamięci tony niedobrych wspomnień związanych ze zranieniami, cierpieniami zaczyna odczuwać lęk w zasadzie w każdej sytuacji. To niepewność, zachwiane poczucie godności, niska samoocena. Tak ma większość.  
  Nie jest na topie przyznawanie się do swoich słabości – raczej należy je doskonale maskować i nie dać zdjąć sobie tej aktorskiej maseczki.
  
  Też tak i ja miałam, dochodziłam do perfekcji w unikaniu obnażenia własnych słabości…. najbardziej przed samą sobą.

23.12.2016

Cudowne wigilijne spotkanie - Świadectwo Joli K.


 
  To był 24 grudnia, dzień bardzo mroźny, lecz bez śniegu. Musiałam pilnie pojechać do miasta, spieszyłam się bardzo, żeby jak najszybciej wrócić. O 17.00  mieliśmy przecież zasiąść do wigilijnej wieczerzy.

  Szłam ulicą Zwycięstwa, na chodniku panował spory ruch, wszyscy owładnięci  przedświąteczną gorączką robili swoje ostatnie zakupy. Tuż przy kawiarnianej witrynie jak zwykle siedział Żebrak, starszy schorowany człowiek - miał amputowane do kolan obie nogi. 
  Często go tu widywałam  - to było jego miejsce. Siedział zawsze na rozłożonym kartonie, przed nim stało małe plastikowe pudełko, do którego przechodnie wrzucali pieniądze.
  Czasami, kiedy było cieplej, odwijał bandaże ze swoich obciętych kończyn i wtedy widać było, że rany źle się goiły.

  Przechodząc obok niego zawsze starałam się wrzucić kilka złotych do jego pudełeczka. On zawsze pobożnie dziękował, mówiąc "Bóg zapłać". Tym razem jednak przebiegłam jak strzała, tłumacząc sobie, że nie mam drobnych i  że najpierw muszę załatwić sprawę w Centrum, ale w drodze powrotnej na pewno to nadrobię....