Jesteś potrzebny innym. Kliknij na "Dołącz do grona modlących" i poznaj zasady Modlitwy Wstawienniczej. Przemyśl, zapragnij i odpowiedzialnie podejmij posługę modlitewną. Zapraszamy.

__________________________________________

__________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świadectwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świadectwa. Pokaż wszystkie posty

09.05.2018

Zaufajcie i oddajcie się w opiekę i miłosierdzie Najwyższego

Chciałam się podzielić swoim świadectwem wiary i napisać jak bardzo Pan Bóg jest Miłosierny i dba o nas jeśli tylko Mu zaufamy i oddamy się Jego Boskiej Opatrzności.
Chciałbym powiedzieć tym wszystkim, których spotykają trudności życia, że nic nie zdziałamy sami nie oddając się w Jego opiekę i na nic nasze zmartwione twarze, skołatane serca, nasze bojaźnie i lęki.
Miałam ostatnio ciężką sytuację finansową - mąż nie pracował 2 mce był chory i potrzeba była specjalistyczna opieka medyczna, a brak jego pensji to dla nas duży ubytek w budżecie. Poza tym miałam stłuczkę i musiałam naprawiać auto, ponieść koszty ubezpieczenia OC, które właśnie się skończyło.
  Zaufałam i zawierzyłam Panu swój los i się nie zawiodłam.

26.04.2018

Jestem Siostrą Zakonną. Droga powołania


… „Każde powołanie jest wielką i niepowtarzalną tajemnicą miłości między Bogiem a człowiekiem. 
  Jest Bóg, który się objawia, mówi, zaprasza, wzywa… i jest człowiek, który - jeśli tylko tego pragnie - zdolny jest usłyszeć głos Boży, rozpoznać go wśród wielu innych głosów, odpowiedzieć i pójść za nim… To niekończący się nigdy dialog miłości”…

    Przeżywamy Tydzień Modlitw o Powołania do Kapłaństwa i Życia Konsekrowanego.
  Zamieszczony fragment pochodzi ze świadectwa Siostry Marii Emilii, która podzieliła się  swoją drogą powołania, które wcale nie miało być oczywiste, tzn. nie było takiego gruntu na jakim, jak często myślimy powołania się rodzą…
 Ale nie tak Bóg myśli, jak myśli człowiek…
  Zachęcamy do zapoznania się ze świadectwem Siostry Marii Emilii.
                               
                                               Sławek z Anetą + 

15.03.2018

Ty też powstań.


Przeżywamy różne trudności, rodzinne, zdrowotne… osobiste. Radzimy sobie z nimi, lub nie bardzo.
Traktujemy je jako ciężary, nie widząc w nich sensu.
A jak można inaczej?
Polecam świadectwo, które sięga do momentu urodzenia z wagą… poniżej 1 kilograma…
A to było dopiero preludium życiowych doświadczeń.
Ostatnie zdanie świadectwa jest jednak napisane z uśmiechem, że historię Pauliny ON pisze nadal…

Takiego uśmiechu  życzę i Tobie.
                                              Sławek +

13.03.2018

Wielki Post, mój ulubiony czas.

Być może to, co napiszę nie jest zbyt popularne, ale ja naprawdę lubię okres Wielkiego Postu!
 Inni za ulubione święta uważają Wielkanoc, Boże Narodzenie, czy Boże Ciało, a ja całym sercem odczuwam obecność Bożą przy człowieku właśnie w Wielkim Poście.
Już w Popielec zostaję łagodnie "ustawiona do pionu", abym nie popadła w życiową rutynę i nie zachłystywała się zbytnio ziemskim żywotem.

17.02.2018

Na kanwie świadectwa trzeźwego alkoholika.


"Mężczyzna  40 lat picia, w tym 31 lat, pracując  w dość odpowiedzialnej instytucji…

Najpierw picie  z ciekawości, potem dla szpanu i towarzystwa, a potem bo musiał.
Między drugą, a trzecią fazą, granicy nie zauważył.
Kiedyś, po przebudzeniu z pijackiego snu, zobaczył swoją żonę na kolanach.
To akurat nie było nic dziwnego, bo często się modliła.
Wtedy jednak, zaczął zastanawiać się, czy żona modli się, aby go szlag trafił, czy, aby nawrócił się i stał się trzeźwy.

06.02.2018

Moje pielgrzymowanie. Jasna Góra - 3 go lutego 2018 r. - Świadectwo Elżbiety KS


  Aby jechać do Matki Jasnogórskiej... ta myśl przyszła podczas modlitwy różańcowej i brzmiała, jak  stanowcze zaproszenie - wręcz rozkaz. Pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy – to, że nie pojadę sama, zabiorę syna, może jeszcze dwoje przyjaciół … i tak się stało.
  Czas przygotowań do spotkania z Matką, to modlitwa o dobrą podróż, szczęśliwy powrót, a przede wszystkim o owoce tej pielgrzymki wedle Woli Matki.
  Wyjazd w sobotę – w Pierwszą Sobotę Miesiąca, na Zawierzenie Niepokalanemu Sercu Maryi.
A jeszcze przed wyjazdem czekała mnie taka proza codzienna., sprzątanie, jakieś inne porządkowanie, no i wzięłam się ochoczo za te czynności.
  I stało się podlewając kwiaty wymsknęła mi butelka wody i polałam laptopa… rozpacz. Ta butelka jeszcze dwa razy mi z rąk wypadała, jakby ktoś mi ją wytrącał. Zamarłam. Czułam ewidentne działanie kudłatego. Zemsta za działalność na FB, za Msze św. wieczyste, za zbieranie intencji.

30.01.2018

Na gorąco z głębi serca… Siłą woli, wzywam mojego Pana i ogłaszam go PANEM MOJEGO ŻYCIA. Świadectwo Edyty

W książce "Pełnia serca" John Eldredge napisał: "Zanim Jezus obiecał nam życie, ostrzegł, że złodziej będzie próbował nas okraść, zabić i zniszczyć. Jak to się stało, że zapominamy, iż złodziej właśnie nas okrada, zabija i niszczy? Nie pojmiesz swego życia, nie zobaczysz wyraźnie, co się z tobą dzieje, albo jak masz żyć w przyszłości, jeśli nie zrozumiesz, ze twoje życie to bitwa. Wojna przeciwko twojemu sercu. I będziesz potrzebować całego swojego ducha, aby uporać się z tym, co ma się zdarzyć."

   Dziś, po długiej nocy w duchowej ciemności w moim sercu jest dzień walki. Mam wrażenie jakbym stała w głębokiej studni. Siłą woli wzywam mojego Pana i ogłaszam go PANEM MOJEGO ŻYCIA. Tylko On może wydobyć mnie z tej otchłani rozpaczy.

23.01.2018

Obtulenie ( pielgrzymka do MB Bolesnej do Obór 20 stycznia 2018 ) - Świadectwo Elżbiety KS

Obtulenie – zapamiętane na całe życie z dzieciństwa, obtulenie matczyną troską, zapobiegliwością ojca, pobłażliwością babuni… obtulenie – to coś czego nam brak w dorosłym życiu, za czym tęsknimy, nie bardzo umiejąc to nazwać.
   Obtulenie – to fizyczny dotyk matki, która usypia dziecko i dokładnie i delikatnie otula kocykiem swój skarb największy, to matki czuwanie nad snem dziecka, to jej pełna dyspozycja do miłości i pieszczot, to jej zabieganie…
Każdy z nas ma takie wspomnienia, często zapomniane, ale w chwilach bycia anonimowym dla świata, często nawracające – chwile błogości z dzieciństwa.
   Takiego obtulenia zaznałam u Matki Bolesnej w Oborach, takiej czułości matczynej, zapomnianej z biegiem lat, takiej błogości i zapomnienia….

22.12.2017

Wigilie dzieciństwa

Adwent, czas przygotowań, tych domowych, ale duchowych przede wszystkim. To także czas wspomnień, czas słuchania… co tam babcia opowiada ściszonym głosem …
Terenia, jak tylko sięgnie pamięcią, to ten czas był dla niej najpiękniejszy właśnie z tego powodu, że taki inny i jedyny w ciągu całego roku.

  Babcia Helena krzątała się po małej kuchni zaaferowana, kuchnia rozgrzana do czerwoności i pyrkoczące garnki do których pod żadnym pozorem nie można było dziecku się zbliżać. A to gotowały się nogi wieprzowe na święta, a to mięso na pasztety, a to jakieś boczki, szynki, mnóstwo zapachów, zapachów świątecznych, innych niż codziennych.
Babunia, aż wypieków na szczupłej twarzy dostawała. Niebyła już młoda, miała dobrze po siedemdziesiątce, siły już nie te co kiedyś, ale jeszcze to jej głową wszystko szło w domu, to ona gotowała dla całej rodziny, to ona decydowała co i gdzie kupić, … Była doskonałą gospodynią, gospodarna - tak się mówiło. Nigdy nic nie zmarnowała. Gdyby dziś zobaczyła pod śmietnikami tyle wyrzucanego chleba i innych produktów pewnie dostała by ataku serca. Chleb szanowała, żegnała znakiem krzyża. I mawiała - kto nie szanuje chleba, ten i na niego zapracować nie potrafi…

21.12.2017

Dobrego początki - Świadectwo Elżbiety

To było kilka lat temu. Wtedy w niezrozumiałych dla mnie okolicznościach nastąpiło duchowe trzęsienie ziemi i tak rozpoczęło się moje uzdrowienie wraz poszukiwaniem „pomysłu” na dalsze życie.
Jeszcze dość dobrze wtedy działało moje ego, ale Pan już zaczął wtedy naprawę tego co świadomie lub też nieświadomie psułam sama, lub dałam przyzwolenie innym na psucie, na degradację swojej duchowości.
  Czułam, że teraz wchodzę na nieznaną mi całkowicie ścieżkę…  jak ślepiec. Bałam się, ale jednocześnie, co jakiś czas, dostawałam Słowo: Nie lękaj się – Ja jestem z tobą.  I tak powoli , krok po kroku, zaczęłam dreptać, najpierw w miejscu, jak dziecko a później trochę małymi kroczkami do przodu.

21.11.2017

Pragnienia i ufna, wytrwała modlitwa Matki - Świadectwo Elżbiety.


  Nie tak dawno powiedziałam swojemu synowi, że mam takie wielkie marzenie, abym razem z nim poszła do  Kościółka i żebyśmy razem przystąpili do Komunii św….




No i tydzień temu mówi, że przyjedzie na moje imieniny i, że… chce pójść do Spowiedzi. Cud.
W niedzielę przyjechaliśmy do Kościółka półtorej godziny wcześniej, był różaniec, wypominki... a księży do spowiedzi nie ma....
Modliłam się mocno o kapłana, aby przyszedł, żeby syn, niecierpliwy, nie zrezygnował.... i raptem jest!  Wchodzi kapłan, nasz egzorcysta, syn poleciał. POLECIAŁ ! za nim...

11.11.2017

90 lat temu na naszej, mojej ziemi.


  Kiedy 11 listopada 1918 roku Piłsudski zwolniony z twierdzy magdeburskiej przybył do Warszawy i obejmując urząd Naczelnika Państwa potwierdził odzyskanie po latach zaborów niepodległości przez Ojczyznę, były i takie miejsca, gdzie wyzwolenie jeszcze nie nadeszło. Jednym z nich było Podlasie. Władzę sprawowało tu nadal wojsko niemieckie, a Polska Organizacja Wojskowa działała na sposób tajny.
  11 listopada rano wyzwolono jedynie Parczew. Harcerzom udało się tam rozbroić 27 żołnierzy niemieckich. Dzień później od okupanta uwolniono Łuków i Radzyń. Niemcy ukrywający się w tamtejszym pałacu zostali spektakularnie ostrzelani przez Peowiaków z wieży pobliskiego kościoła, tak, że pozostała im ucieczka do lasu. Tego samego dnia, ich dowództwo w Białej Podlaskiej, dla lepszej obrony swojej pozycji, utworzyło Radę Żołnierską. Na ten gest Polacy rozpoczęli powstanie oddając władzę w mieście Komitetowi Obywatelskiemu.

07.11.2017

W tygodniu modlitw za zmarłych. WOŁYŃ... (Tekst fragmentami drastyczny.)

   Oparte na prawdziwych zdarzeniach.
Abyśmy pamiętali i modlili się za Nich.

  Pan Józef poznał Staszka na początku lat 50-tych XX wieku. Przysłali go z kadr, jako praktykanta, „niewiele będzie z niego pożytku „ tak sobie pomyślał, wysokie to, wątłe, jakieś pogarbione i… smutne. A tu raczej silnego chłopa trzeba...
   Ale Staszek, widząc zatroskane spojrzenie szefa wziął się szybko do roboty, zgłębiając tajniki wiedzy o obrabiarkach, frezerkach i innych jeszcze urządzeniach.
 Pan Józef był zadowolony ze swojego praktykanta, cichy, skromny, tak jakby w cieniu i zawsze smutny, zamyślony. Staszek uśmiechał się, ale śmiały się tylko usta, nigdy oczy. W ogóle taki odludek był. Nie pił, nie palił, najpierw mu dokuczano, ale gdy zaczął dawać składki, a sam nie uczestniczył w popijawach po pracy – dano mu spokój. Z czasem Staszek stał się brygadzistą, później mistrzem, kończył różne kursy, chwalono go, motywowano do jeszcze lepszej pracy nagrodami, premiami. W końcu o trzymał mieszkanie, nieduże, ale nareszcie własne, wysokie, widne, kuchnia, łazienka i jeden ogromny pokój. Jakby okrzepł materialnie, jeszcze później zafundował sobie syrenkę, ale mało tym parkotem jeździł. Był sam, podobał się kobietom, ale nie nadawał się na tańce, nie był typem bawidamka, chodził taki smutas, więc jakoś żadna nie przekonała się do niego. W samotności spędzał swoją codzienność.
   Pan Józef, który przez te lata wspólnej pracy, stał się jakby ojcem Staszka… a to Staszek bywał u pana Józefa, a to z okazji Pierwszej Komunii córek, później ślubów, czy jakiś przyjęć rodzinnych, ale to też nie zawsze.
  W końcu nadszedł czas że Pan Józef przeszedł na zasłużoną emeryturę, oczywiście wielka bida w pracy, Staszek, był ale tylko trochę. Kończył się kolejny etap jego życia. Zrozumiał, że teraz jest już zupełnie sam.

  W jakiś czas potem panowie spotkali się i Pan Józef zaprosił Staszka na wypad do lasu, w pobliżu jakieś jeziorko, więc może ryby, może grzyby. Tym razem Staszek nie odmówił, wsiedli w małego fiacika Staszka i pojechali obficie zaprowiantowani.
  I tam Staszek napił się wódki, ale niedużo, raptem setuchnę – ale może właśnie ten wypity alkohol spowodował, że Staszek przed starym Przyjacielem otworzył swoje serce i wylał wszystek smutek nagromadzony przez całe dziesięciolecia….
   Staszek urodził się na Wołyniu, miał trzy siostry, jedna była młodsza od niego, kochających się rodziców i babkę – matkę ojca, mieszkającą razem z nimi.

14.09.2017

Moje częstochowskie obchody 100-lecia Objawień Matki Bożej Fatimskiej


  Trochę czasu minęło i przez pewne sytuacje życiowe moje świadectwo trochę się opóźniło, ale gdy sytuacja się ustabilizowała, chcę podzielić się z Wami moim świadectwem, jak przeżyłam w Częstochowie tak piękną uroczystość 100 lecia objawień Matki Bożej Fatimskiej.     
  Na wyjazd do Częstochowy i oprawę śpiewu koncertu uwielbienia na Jasnej Górze zaprosił nas organizator p. Poldek Twardowski i razem z rodziną Jednego Serca Jednego Ducha pojechaliśmy, aby wziąć udział w tych uroczystościach na Jasnej Górze. 
  Po koncercie uwielbienia zostałam jeszcze na Apelu i telemoście z koleżanką i księdzem i Najświętsza Panienka zarezerwowała dla nas 3 wolne miejsca w pierwszym rzędzie przed Jej cudownym obrazem, tak jakby czekały specjalnie dla nas te miejsca.

12.09.2017

W pierwszych dniach września wspomnienia sprzed lat…

Kiedyś nie odczuwało się tak mocno jak dziś, że kończą się wakacje. A szczególnie przedszkolacy na początku lat sześćdziesiątych... ot wrzesień - dalszy ciąg zabawy i beztroski. Ale jak tylko pamiętam – wrzesień, to początek wojny – strasznej wojny, jak mawiała Babunia i ocierała załzawione oczy, zaraz też zaczynała snuć wspomnienia - małe dziecko niewiele rozumiało, ale płakałam razem z Babunią. Później, z wiekiem sama dopytywałam, jak to było?

   Babunia została sama we wrześniu z moim Ojcem, bo Dziadek Kazimierz wyszedł z Warszawy na bezsensowny apel Umiastowskiego.... wrócił cudem po Pakcie Sikorski-Majski pod koniec 43 roku... Więc to na Babkę spadła troska o przeżycie – nie tylko jedynego, wymodlonego Syna, ale też o swoją i męża Rodzinę. Mieszkali pod Warszawą, duży dom, duży gród, sąsiedztwo łąk zapewniało wyżywienie.... kozie, która obficie dawała mleko.

08.08.2017

Po nitce do Kłębka - Świadectwo Sabiny

„Szczęśliwy jest ten, kto we Mnie nie wątpi” (Mt 11, 6)

Zapewne każdy z Was zastanawiał się jak to jest, że zdarzają się w naszym życiu sytuacje, w których nie potrafimy sobie z czymś poradzić i w którymś momencie, najmniej spodziewanym, pojawia się ktoś lub coś, co sprawia, że trudna sytuacja staje się klarowna i rozwiązana. Jak to jest, że pomimo ludzkiej natury, pomimo naszych zamierzeń, słabości i uczynków jesteśmy prowadzeni do właściwego celu?
***
Maj 2017 był dla mnie wyjątkowy, bogaty w różne doświadczenia i emocje. Po pierwsze był to miesiąc poświęcony Maryi, która jest mi bliska z trzech powodów: jako Matka Pana Jezusa, jako Matka i Żona (bo sama jestem matką i żoną) i choć to nie październik, ale bliska jako Królowa Różańca Świętego, a ta modlitwa jest moją ulubioną. Po drugie, w ramach Róży Różańcowej codziennie odmawiałam tajemnicę Zesłania Ducha Świętego, która pomaga mi na rozstajach życiowych dróg. Po trzecie – Dzień Matki, a właśnie w ten dzień rozpoczynała się nowenna przed uroczystością Zesłania Ducha Świętego, jak również na ten dzień zaplanowana została obrona mojej rozprawy doktorskiej.

06.07.2017

Maryjo. Dziękuję za Łaskę poczęcia - Świadectwo Edyty


  Pragnę podzielić się z Wami moim przeżyciem i doświadczeniem cudu. Wszyscy, którzy jesteście załamani, cierpiący, prześladowani uwierzcie, że Pan zawsze jest z nami, w każdej chwili naszego życia trzyma nas mocno za rękę. Niektórzy pewnie pamiętają teksty, które pisałam jakiś czas temu. Bardzo pragnęliśmy z mężem dziecka, jednak okazało się, że to nie jest takie proste, dziecko nie pojawia się na zawołanie. Po ok. roku starań udałam się do lekarza. Były jakieś badania, leki - wszystko na nic. Zmieniałam kolejnych lekarzy, czas płynął a ja nie mogłam zajść w ciążę. Przeszłam zabieg usunięcia endometriozy z jajników, nawet dwie inseminacje. Aż w końcu pojawiła się propozycja invitro. I to był koniec moich kontaktów z lekarzami.
    
  Zmęczona bezowocnymi latami starań postanowiłam odpocząć od tego wszystkiego. Uświadomiłam sobie, że w tym całym natłoku spraw zatraciłam się, dziecko stało się przedmiotem, który pragnęłam mieć bo wszystkie koleżanki go miały, bo naciskała rodzina. Był to bardzo ciężki czas. Nie chciałam się z nikim spotykać - te wypytywania o dziecka, głupie docinki bardzo bolały. Odpuściłam zupełnie. I wtedy zauważyłam w tym wszystkim Boga. Wiem, że on była zawsze mną tylko ja zaślepiona jakąś niewytłumaczalna żądzą nie zauważałam Go. To wtedy natrafiłam na Waszą stronę. Zaczęłam dużo czytać, zamieszczać prośby o modlitwę na różnych stronach. Wiele otuchy otrzymałam od Was.
Na moje posty odpowiedziała m.in.  Aneta. Podała mi nawet namiary na lekarzy, z którymi mogłabym porozmawiać, jednak po tych wszystkich latach miałam naprawdę dość lekarzy.

08.06.2017

Uzdrowienie Kolana - Świadectwo Wioletty


  Szczęść Boże
Chciałabym z Wami podzielić się Cudem, którego doświadczyłam w miniony piątek, podczas Wieczoru Uwielbienia z Modlitwą o Uzdrowienie. Oczywiście zaniosłam też Naszemu Tatusiowi wszystkie intencje, które do mnie za pośrednictwem Forum Modlitwy Wstawienniczej wysłaliście... teraz czekajcie na Cud.
 
   Zacznę od początku. Mam problem z lewym kolanem. Nadwyrężyłam kolano na Drodze Krzyżowej, która odbywała się w kwietniu ulicami mojego miasta. Nie zauważyłam studzienki ściekowej i krzywo stanęłam, poczułam ból w kolanie, ale dotarłam do końca. Czasami ból był lekko odczuwalny, a czasami nie mogłam z bólu chodzić. Ale do rzeczy.  Wczoraj już o 15-ej byłam w Kościele, gdyż poszłam pomóc Siostrze zakrystiance w sprzątaniu na wikariacie, ból kolana nasilał się coraz bardziej im bliżej było do Mszy Świętej.  O 18-ej rozpoczęła się Msza, a ja z bólu ledwo stałam, ale nie poddawałam się i wytrwałam do końca. Po Mszy Św. rozpoczął się Wieczór Uwielbienia, mimo bólu prawie cały czas klęczałam. Dziękowałam, prosiłam i uwielbiałam Boga w intencjach, z którymi przyszłam, ale nie prosiłam o uzdrowienie kolana.

20.04.2017

Po roku walki o życie, małżeństwo, duchowość… codzienność – Świadectwo Moniki


  Chciałam przedstawić swoje świadectwo, nawiązując do mojej prośby o modlitwę, którą wysłałam niecały rok temu. Przedstawię pokrótce moją sytuację sprzed tych miesięcy.  
 
Byliśmy z mężem w tamtym czasie bez pracy, mąż ponad 4 lata ja od kilku miesięcy. Sama odeszłam pracowałam w Banku prawie 6 lat. Mimo bezrobocia męża zrezygnowałam z pracy, nie zniosłam ciągłego napięcia w pracy, realizacji planów sprzedażowych, ciągłego porównywania do innych. Ta praca stała się bożkiem, jak miałam sprzedaż to miałam świetny humor, jak nie, to wracałam do domu i płakałam w łazience, bo codziennie byliśmy rozliczani po pracy… rozmowa trwała ok. 20-30 min ,staliśmy w kolejce do szefa przed gabinetem czekaliśmy na „spowiedź” - tak to nazywaliśmy. Nie będę się rozpisywać na ten temat ,moje świadectwo dotyczy czegoś innego. Odeszłam z pracy, decyzja nie była trudna, ulżyło mi, poczułam się wolna i szczęśliwa, jakby ktoś mi to powiedział z dziesięć lat temu (przed nawróceniem), to bym puknęła się w czoło. Miałam taki pokój w sercu wiedziałam, że Bóg nas nie opuści, że nam pomoże. Odeszłam, mąż był bez pracy i ja… dwoje dzieci i co dalej?

04.04.2017

...jak "zamieszkać" w Biblii - Świadectwo Eli B.


 Jak odróżniać słowo Boga od innych słów,
jak być mu posłusznym i jak je przekazywać...

  Tydzień przed rekolekcjami, uczestniczyłam w naszym Wieczorze Uwielbienia, następnie Noc Uwielbienia w Domu Miłosierdzia, teraz czekałam z radością na wcześniej już planowane zimowe rekolekcje Odnowy w Duchu Świętym.
Cieszyłam :) :) :)  się i czekałam na ten piękny czas, gdzie będę kosztować wykwintnych duchowych rarytasów, będę uczyła się w szkole mojego Mistrza - tylko przy Nim, o Nim i dla Niego.

  Jednak wiadomo, że gdzie rodzi się dobro, zły zniechęca, kładzie kłody pod nogi i robi wszystko, żeby odciągnąć od dobrego.
Dzień przed wyjazdem na rekolekcje, zaczęły u mnie dziać się różne złe rzeczy...
nazbierało się, aż pięć przeciwności a w tym i problem z autem, którym miałam dowozić Siostry z mojej Wspólnoty na rekolekcje.