Jesteś potrzebny innym. Kliknij na "Dołącz do grona modlących" i poznaj zasady Modlitwy Wstawienniczej. Przemyśl, zapragnij i odpowiedzialnie podejmij posługę modlitewną. Zapraszamy.

__________________________________________

__________________________________________

03.01.2019

Pogłębiajmy swoją wiarę i współpracujmy z Łaską Uświęcającą.

Wsłuchujmy się w to co Pan Bóg chce nam powiedzieć. Stawajmy na co dzień w prawdzie przed samym sobą. Płyńmy pod prąd, do źródła, gdzie woda jest najczystsza, a nie z prądem w dół rzeki – ze szlamem tego świata.
 Łatwo powiedzieć -  ktoś powie. Pan Bóg jednak pomoże, gdy zobaczy naszą chęć wzrastania. To pewne.

Mówi się i jest na to wiele dowodów, że wiara nie tylko nie powinna, ale również nie jest sprzeczna z rozumem. Mówi się również, że nie powinna być ślepa. W konfrontacji do tych stwierdzeń, w tym momencie, staje mi przed oczyma obraz św. Piotra kroczącego po wodzie do Pana Jezusa – przecież z jednej strony rozum podpowiadał mu coś innego niż jego ślepa wiara. Uwierzył jednak swojemu Mistrzowi, który osobiście do niego przemówił. wydając mu polecenie, aby przyszedł do niego po wodzie.
Dopóki św. Piotr wierzył, to po niej kroczył.

Możemy powiedzieć, że on żył w innych czasach, osobiście znał Jezusa i widział na co dzień cuda jakich dokonywał, więc dlatego jego wiara była „ślepa”. Ale zadam otwarte pytanie: Czy nie powinniśmy dążyć do wiary, przez którą Bóg pozwoli nam kroczyć po wodzie? Wiary, która przenosi góry? Wiary, która każe wyrwać się morwie z korzeniami? Św. Piotr miał wielkie szczęście przebywania blisko Jezusa – fizycznie. Miał inne niż nasze warunki do wzrastania w wierze.
 
Nas Bóg postawił tu i teraz – w tym czasie… I posługuje się każdym z nas na swój sposób – na tyle, na ile Mu na to pozwalamy, bo szanuje naszą wolność, jak nam to obiecał. Teraz posługuje się mną akurat. Chcę, aby to robił – stwarza mi do tego warunki i błogosławi w tym, dlatego piszę te słowa pomimo tego, że nie miałem tego w swoich ludzkich planach – dałem się ponieść Jego natchnieniu.
Skąd wiem, że to od Niego pochodzi? Zbyt wiele zbiegów okoliczności nałożyło się w dniu dzisiejszym na siebie po prostu. Módlmy się o świadomość bliskiej obecności Boga w naszym życiu. Bóg jest blisko każdego z nas pomimo tego, że nie widzimy Go oczyma ciała. Przemawia do nas w różnych sytuacjach w ciągu dnia. Problemem jest jednak to, że nasze zmysły nie są ukierunkowane na to, aby wychwytywać Jego głos w zgiełku tego świata. Kto nie ćwiczy stale postawy słuchania, ten przegapi wiele łask, jakie nam obficie zsyła. Jeżeli nie będziemy rozwijać w sobie postawy słuchania Bożych natchnień i nie będziemy słuchać Bożego Słowa, a nadto nie będziemy żyli sakramentami – będziemy się duchowo uwsteczniać. Będzie to ze szkodą dla nas samych i dla innych, którzy są przy nas. Róbmy swoje, jako katolicy, mężowie, żony, rodzice, single – nawet jeżeli jest to niepopularne. Wszystko to kiedyś zaowocuje.

Przyszła mi tu na myśl pewna historia „niepopularna”... Może to kogoś zdziwić, a może kogoś zastanowi. Chodzi o wróżby andrzejkowe. Wróżby – niby nic takiego, taka tylko zabawa dla dzieci w szkole. Od pewnego czasu wytoczyłem wojnę tym „zabawom”. Zdałem sobie sprawę z tego, że od tych niewinnych - zdawało by się – zabaw, idzie duże niebezpieczeństwo. Pisałem o tym kiedyś i teraz przypomnę, że to kłóci się z najważniejszym (skoro pierwszym) przykazaniem od Boga. Jest wiele w polskiej tradycji ludowej szkodliwych dla duchowości „zabaw” i należy je eliminować na miarę swoich możliwości. A już na pewno nie przekazywać ich następnym pokoleniom. Pamiętam, jak kilka lat temu mój syn przyniósł ze szkoły kartkę – pomoc szkolną – na której były wyrysowane znaki okultystyczne i ezoteryczne - i to bynajmniej nie pojawiły się tam w celach edukacyjnych, ale miały posłużyć do wróżb. Na domiar złego, pochodziły od jego pani katechetki. Wytłumaczyłem mu to wszystko w kontekście naszej wiary na miarę jego wówczas 7-letniego rozumu. Owoce tej lekcji dojrzewały przez cały rok. Ja o niej zapomniałem ale on nie. Rok później po przyjściu do domu ze szkolnej zabawy andrzejkowej powiedział, że pani wychowawczyni go chyba nie lubi bo nie chciał wróżyć z innymi dziećmi. Dla mnie to był wstrząs. Byłem z niego dumny. Uświadomiłem sobie, jak wielką walkę musiał toczyć tam w szkole. Presja rówieśników, niezrozumienie pani wychowawczyni. Byłem naprawdę pod wrażeniem jego walki i tego jak wielki wpływ na postępowanie dziecka ma takie, a nie inne jego wychowanie. Takie, a nie inne przekazywanie wiary. Taka, a nie inna postawa. W tym roku obawiał się konfrontacji, ale Pan Bóg tak pokierował tym dniem, że wylądował na zabawie organizowanej przez ministrantów z której był bardzo zadowolony. Nasze decyzje i wybory, jak elementy domino mają wpływ nie tylko na nas ale i na innych. Powiem więcej – mają również wpływ na następne pokolenia.

Na koniec chcę Wszystkim Czytającym te słowa życzyć głębokiego odczucia Bożej Obecności w swoim życiu. O taką łaskę trzeba prosić tegoż Boga. Dla jednych będzie to tylko modlitwa, a dla innych – aż modlitwa.
On jest tak blisko - na wyciągnięcie ręki. Czeka na zaproszenie…
Z Panem Bogiem i Maryją.
                                                        Mariusz B

3 komentarze:

  1. Dziękuję Mariuszu za pogłębienie wiary.Często myślę,żeApstołom i innym ludziom w tamtych czasach trudno było uwierzyć,że Jezus jest Bogiem.Nam obecnie żyjącym,też trudno w Hostii zobaczyć Jezusa.A może tylko ja jestem taka?Małej wiary.A co inni otym myślą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łucjo, rozpoznaję Jezusa Chrystusa w Hostii Eucharystycznej poprzez doświadczenie 'życia'.Wiele było w moim życiu takich dni, gdy nie miałam psychicznej siły, by wyjść z domu i pójść na Mszę św. w tygodniu. Czas ten przeciągał się, a ja czułam niemal fizycznie, że umieram. To było doświadczenie przerażające. Jezus zawołał mnie jednak przez pragnienie. Wołałam i ja Jego wtedy błagając, aby pomógł mi wstać i przyjść. Byłam wtedy na Eucharystii - cała skonana. Uczestniczyłam w Niej poprzez obecność i dzielenie z Bogiem mojej bezsilności, bólu, niemożności, śmierci. On wtedy najwyraźniej zajmował się mną, nie wiem jak, ale robił to. Kiedy wychodziłam z Kościoła doświadczałam już w sobie Życia, jaka była to ulga - żyć. Jezus jest Życiem - darowanym dla mnie, Darowaniem Siebie - dla nas Wszystkich, dla Każdego. Trzeba tylko pozwolić się chwycić i przytrzymać często wołając z głębin własnego bólu. Módlmy się o przyjmowanie Jego Miłości i Jego Życia i dziękujmy uwielbiając.

      Usuń
  2. Łucjo - po moim "narodzeniu się na nowo" sześć lat temu dużo lepiej przeżywam Mszę Świętą. Mogę śmiało powiedzieć,że nie tylko wierzę - ja to PO PROSTU WIEM, że podczas wypowiadanych słów Przemienienia przez kapłana sam Bóg Jezus zstępuje na Ołtarz Święty. Widzę to oczyma serca. Nic nie jest w stanie wtedy oderwać mnie od kontemplowania tej chwili, od uświadamiania sobie tego CUDU i adorowania Go. Cenię sobie bardzo tych kapłanów, którzy długo trzymają Jezusa w swych dłoniach - Ciało i Jego Krew. Poznać można wtedy wiarę kapłana. Ojciec Pio wiele minut trzymał Hostię w dłoniach. Prośmy Pana o żywą wiarę, o jej doświadczenie, o lepsze przeżywanie Mszy św. a otrzymamy.....
    Z Panem Bogiem i Maryją. M.B

    OdpowiedzUsuń

Jeśli nie chcesz być osobą anonimową odpowiadając na wpis, kliknij na: "Komentarz jako", wybierz "nazwa/adres URL" i wpisz swoje imię. To jest również, taka prośba z naszej strony.