Jesteś potrzebny innym. Kliknij na "Dołącz do grona modlących" i poznaj zasady Modlitwy Wstawienniczej. Przemyśl, zapragnij i odpowiedzialnie podejmij posługę modlitewną. Zapraszamy.

__________________________________________

__________________________________________

22.11.2018

Rodzina. Człowieczy los. Cz 2

A dzisiaj? Jak jest dzisiaj między rodzeństwem? Czy znalazłoby się w nas tyle miłości braterskiej, czy siostrzanej, aby wspierać się przez całe życie? Czy potrafimy dzisiaj kochać swojego brata, czy siostrę ? Czy znamy ich?
Czy w naszym życiu musimy się kierować tylko rywalizacją między rodzeństwem? Które ma lepiej, albo więcej?
Jak jest tak naprawdę dzisiaj?

  A co byś zrobił, gdybyś miał takiego brata, jak Franio? Czy potrafiłbyś go kochać i dbać o niego?
Warto zadać sobie te pytania i poszukać odpowiedzi na nie we własnym sercu…
A może większość z nas byłaby zaskoczona odnajdując tam odpowiedź?

  Jaką wartość dziś przedstawia miłość braterska, siostrzana? Czy w ogóle istnieje? To są pytania na które odpowiedzieć jest b. trudno.

  Z obserwacji własnych, jak i opowiadań wśród znajomych o prawdziwej, pełnej życzliwości i oddania miłości między rodzeństwem – nie ma mowy. Coś się stało takiego, że w rodzinie nie potrafimy już ze sobą rozmawiać, że rodzice nie znają własnych dzieci - ich znajomych, kolegów, koleżanek, a i o własnych, dorastających dzieciach niewiele wiedzą. Są zaganiani, zaabsorbowani karierą, albo dodatkową podłą pracą i płacą, aby tylko utrzymać się na powierzchni….  
 Czyż to nie szatański pomysł na życie i rodzinę?

  To jeszcze nie tak dawno – standard miłości siostrzanej, jak w przypadku Frania nie był niczym wyjątkowym, rodziny się znały, krewni ze sobą potrafili rozmawiać, odwiedzać się, poznawać swoje własne potrzeby ciała i ducha. Ludzie się wzajemnie lubili i lubili swoje rodzinne towarzystwo

   Kiedyś przeczytałam wspomnienia pewnego arystokraty, najmłodszego z licznego rodzeństwa. Stał się beniaminkiem matki, bo najmłodszy, bo trochę chorowity... takie rozpieszczone nad miarę dziecko. 
  Matka chciała go mieć zawsze przy sobie, a starsi bracia i siostry byli wychowywani bardziej surowo. Najmłodszy był oczkiem w głowie mamusi. Rodzeństwo nie było zazdrosne o brata, mało tego, sami go rozpieszczali i gdy narozrabiał w dzieciństwie, czy młodości chronili przed gniewem matki, czy ojca...
  I stało – odszedł ojciec i nastąpił podział należnego majątku wśród dzieci po ojcu. Najmłodszy, już wtedy pełnoletni, także otrzymał swoją „działkę „. A już wtedy studiował, jako że był bardzo zdolny, to na dwóch fakultetach. Jego rodzeństwo miało już dawno swoje rodziny, a najstarszy brat był teraz głową rodu. A beniaminek mamusi dorwawszy się do kasy i to wielkiej kasy w niecały rok, jak syn marnotrawny wszystko przehulał, nie sam oczywiście, miał do tego liczne towarzystwo.
  Gdy już nic nie miał, pożyczył od znajomego na dorożkę, aby do domu wrócić. Skruszony, ale jeszcze bardziej przerażony tym co może teraz nastąpić, czekał na zjazd braci i sióstr, którzy mieli ustanowić co dalej…  Studia także zawalił. Z takim bilansem wrócił do domu.
 
  Zebrawszy się rodzeństwo ustaliło, że młody tak postąpił, … bo nikt go nie monitorował w jego poczynaniach, ani też dostatecznie nie przygotował na zarządzanie takim majątkiem. Uznano, że wina jest braciszka, jak i ich - jego rodzeństwa...

  Beniaminek powrócił na uczelnię, studia ukończył przed terminem, bardzo gorliwie ucząc się i zdobywając wiele uznania. Rodzeństwo uznało, że jest godzien, aby mu kolejny raz zaufać. Wyznaczono odpowiednie apanaże i zaczęto namawiać do założenia rodziny. Ale skoro tak – to beniaminkowi znowu zachciało się swawoli…. dorwawszy się do kasy w mig przepuścił kilka wsi…  Znowu wybaczono….

  Zbliżała się klęska, wojna, beniaminek zdążył się ożenić i osiedlić w majątku żony, tam też przyszły na świat jego dzieci. Oczywiście rodzeństwo kolejny raz dopomogło beniaminkowi w zagospodarowaniu się i rozpoczęciu działalności rolniczej.

  Po wybuchu wojny i IV rozbiorze Polski okazało się, że rodzeństwo beniaminka straciło wszystkie domy, zostali wygnani, jeden z braci z rodziną wywieziony do Kazachstanu, wrócili dopiero w 47roku.
  Beniaminek przyjął ich wszystkich pod swój dach, zamieszkali razem, bardzo się troszczył o ich wygody i robił wszystko, aby im niczego nie brakowało, co  w tamtym czasie do łatwego zadania nie należało.

  I tak , zgodnie przeżyli cała wojnę. Oczywiście były dramaty, gdyż młodzież była mocno zaangażowana w walce o niepodległość, ale starsi przeżyli…. Zgodnie, nikt nikomu niczego nigdy nie wypomniał, zawsze z wielkim szacunkiem i miłością.
Można?- można….
I takich przykładów można byłoby wiele mnożyć, tylko, czy to trafia do nas? Czy przemawia do naszych serc?
  Dopiero u schyłku swego życia, widzimy ile błędów popełniliśmy – ale to jest też Łaska Boża - bo bez niej ani rusz…  tak trudno jest nam się przyznać do wszelkiego rodzaju złych zachowań wobec najbliższych nie mówiąc już o znajomych.

  Uczmy się kochać, a mamy od kogo, mamy Jezusa, mamy Matkę Jego – to najwspanialsi nauczyciele…. uczmy się kochać .
                                                                 
                                                                Elżbieta KS
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli nie chcesz być osobą anonimową odpowiadając na wpis, kliknij na: "Komentarz jako", wybierz "nazwa/adres URL" i wpisz swoje imię. To jest również, taka prośba z naszej strony.